Opakowanie 200 g. Były też nitki 200 g i nitki 100 g. Wstążki są jednak bardziej konkretne. Producent robi też penne (300 g) i świderki, ale ich nie było.
Tej wersji nie trzeba gotować.
Białko 6,9%, węglowodany 82,5%, tłuszcz 1,0%. 93% mąki ryżowej oraz woda.
... na sucho oraz po zrobieniu...
Prawdziwa ciekawostka. Nie gotuje się go, lecz kilka minut moczy. Dzięki temu smakuje jak ugotowany, jednocześnie nie będąc wielką kluchą. Niestety - ma tendencje do sklejania się. Sam w sobie nie daje wielkiego smaku, byłby świetny do zupy - długaśne wstążki ciągną się i ciągną. Polany sosem z duszonych warzyw z mięsem - pycha. To w zasadzie makaron o smaku ryżu, bo ma kształt makaronu, fakturę makaronu, twardość makaronu... a smakuje jak biały ryż (lub parboiled, bez różnicy). Fajny, tylko cena odstrasza.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 366,6 kcal/100 g
Zakupione : market Grosz
Cena : 6,97 zł
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orient. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą orient. Pokaż wszystkie posty
piątek, 8 lipca 2011
niedziela, 5 czerwca 2011
Mieszanka morska Maritime, Abramczyk, Biedronka
Tak zwany "inny obiad". Opakowanie ma 250 g, z czego 225 g bez glazury, ponoć.
Mieszanka morska 90%, składa się z pierścieni kalmarów 35%, małż/omułków bez muszli 30%, macek kałamarnic 20% oraz krewetek 100-200 mm blanszowanych obranych 15%. Tyle że kalmary, kałamarnice i krewetki są z Indii, a małże z Chile :)
Opakowanie to niby dwie porcje. Z doświadczenia wiem, że kalmary lubią się mocno kurczyć, poza tym to mrożonka... zatem mogę zapewnić - iż 2 osoby się tym nie najedzą, jeśli stanowić to ma podstawę obiadu (jak w moim przypadku, bo bardzo chciałam spróbować takiej mieszanki, po prostu się tego porządnie najeść). Każde 100 g zawiera : 11,7 g białka, 0,9 g węglowodanów (0 cukru), 0,3 g tłuszczu (nasyconego 0,1), brak błonnika i aż 0,5 g sodu. Bardzo rozśmieszył mnie przepis na opakowaniu - taka jedna paczka + ryż i odrobina warzyw = 2-3 porcje :D
Po wyłożeniu na patelnię, wciąż zamrożone, 2 opakowania.
W czasie duszenia w przyprawach. Dodałam zmieszane : przyprawa do ryb, natka pietruszki, papryka słodka, chili, jarzynka, czosnek, kilka ziaren kwasku cytrynowego.
Od czasu zagotowania trzymałam na niedużym ogniu jakieś 15 minut. Zrobiło się dużo wody (podlałam je jeszcze na samym początku, by się nie przypaliły), którą dwa razy odlewałam, bo miało się dusić, a nie gotować.
Na talerzu z połową woreczka brązowego ryżu, połową puszki kukurydzy. To jest całe opakowanie, czyli podwójna porcja. Sami oceńcie czy to jest na 2-3 osoby. W mojej ocenie - na 1 to duuża porcja, ale jakby dzielić na 2-3, to byłyby porcje jak z restauracji : worek ryżu i ciupka owoców morza.
A jak to smakowało? Nadzwyczaj dobrze! Kalmary 35% , małże 30, kałamarnice 20, krewetki 15. Natomiast w odczuciu : małż 50%, niedużo kalmarów, choć też nie minimalnie. Kałamarnice, z racji swojej wagi - niedużo ich. Krewetek rzeczywiście mało, dość małych. Krewetek większość ludzi już próbowała - te są takie same, jak każde, leciutko gumowate, swoiste, ale nie nie-smaczne. Kalmary bardzo, bardzo mocno się kurczą, są bardziej gumowe od krewetek, ale z racji wielkości trudno je poczuć, przelatują więc jakoś bez większego echa; sam smak w porządku. Kałamarnice natomiast są po prostu jak guma, raczej się nie rozpadają, choć mi (przez łamanie zamrożonych) trafiło się pare nóżek; smakują mi najmniej z całej mieszanki, ale stanowią urozmaicenie, jeśli chodzi o strukturę. No i małże/omułki. Na nie cieszyłam się najbardziej, bo tyle ile próbowałam z jakiegoś dania z restauracji - jak kot napłakał - nie pozwoliło mi poczuć ich smaku. A smak mają super, struktura jest zwarta, przypomina (z tych 4 składników mieszanki) najbardziej mięso, są prawie jak kurczak i to o wiele bardziej "prawie" niżeli krewetki, bardzo smaczne. Niestety chyba odrobinę obiad przesoliłam, toteż gdy nieco wystygł czułam za dużo soli - bo zapomniałam, że w samej mieszance jest dodana sól.
Idealne jako coś innego, orientalnego i mniej bezpłciowego od soi. Polecam!
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 53 kcal/100 g, 66 kcal/1 "porcja" 125 g, 132 kcal/opak. 250 g
Zakupione : Biedronka
Cena : 6,95 zł
Mieszanka morska 90%, składa się z pierścieni kalmarów 35%, małż/omułków bez muszli 30%, macek kałamarnic 20% oraz krewetek 100-200 mm blanszowanych obranych 15%. Tyle że kalmary, kałamarnice i krewetki są z Indii, a małże z Chile :)
Opakowanie to niby dwie porcje. Z doświadczenia wiem, że kalmary lubią się mocno kurczyć, poza tym to mrożonka... zatem mogę zapewnić - iż 2 osoby się tym nie najedzą, jeśli stanowić to ma podstawę obiadu (jak w moim przypadku, bo bardzo chciałam spróbować takiej mieszanki, po prostu się tego porządnie najeść). Każde 100 g zawiera : 11,7 g białka, 0,9 g węglowodanów (0 cukru), 0,3 g tłuszczu (nasyconego 0,1), brak błonnika i aż 0,5 g sodu. Bardzo rozśmieszył mnie przepis na opakowaniu - taka jedna paczka + ryż i odrobina warzyw = 2-3 porcje :D
Po wyłożeniu na patelnię, wciąż zamrożone, 2 opakowania.
W czasie duszenia w przyprawach. Dodałam zmieszane : przyprawa do ryb, natka pietruszki, papryka słodka, chili, jarzynka, czosnek, kilka ziaren kwasku cytrynowego.
Od czasu zagotowania trzymałam na niedużym ogniu jakieś 15 minut. Zrobiło się dużo wody (podlałam je jeszcze na samym początku, by się nie przypaliły), którą dwa razy odlewałam, bo miało się dusić, a nie gotować.
Na talerzu z połową woreczka brązowego ryżu, połową puszki kukurydzy. To jest całe opakowanie, czyli podwójna porcja. Sami oceńcie czy to jest na 2-3 osoby. W mojej ocenie - na 1 to duuża porcja, ale jakby dzielić na 2-3, to byłyby porcje jak z restauracji : worek ryżu i ciupka owoców morza.
A jak to smakowało? Nadzwyczaj dobrze! Kalmary 35% , małże 30, kałamarnice 20, krewetki 15. Natomiast w odczuciu : małż 50%, niedużo kalmarów, choć też nie minimalnie. Kałamarnice, z racji swojej wagi - niedużo ich. Krewetek rzeczywiście mało, dość małych. Krewetek większość ludzi już próbowała - te są takie same, jak każde, leciutko gumowate, swoiste, ale nie nie-smaczne. Kalmary bardzo, bardzo mocno się kurczą, są bardziej gumowe od krewetek, ale z racji wielkości trudno je poczuć, przelatują więc jakoś bez większego echa; sam smak w porządku. Kałamarnice natomiast są po prostu jak guma, raczej się nie rozpadają, choć mi (przez łamanie zamrożonych) trafiło się pare nóżek; smakują mi najmniej z całej mieszanki, ale stanowią urozmaicenie, jeśli chodzi o strukturę. No i małże/omułki. Na nie cieszyłam się najbardziej, bo tyle ile próbowałam z jakiegoś dania z restauracji - jak kot napłakał - nie pozwoliło mi poczuć ich smaku. A smak mają super, struktura jest zwarta, przypomina (z tych 4 składników mieszanki) najbardziej mięso, są prawie jak kurczak i to o wiele bardziej "prawie" niżeli krewetki, bardzo smaczne. Niestety chyba odrobinę obiad przesoliłam, toteż gdy nieco wystygł czułam za dużo soli - bo zapomniałam, że w samej mieszance jest dodana sól.
Idealne jako coś innego, orientalnego i mniej bezpłciowego od soi. Polecam!
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 53 kcal/100 g, 66 kcal/1 "porcja" 125 g, 132 kcal/opak. 250 g
Zakupione : Biedronka
Cena : 6,95 zł
czwartek, 31 marca 2011
Kotlety sojowe by Carrefour & dziki ryż od Rani
Coś mną zawładnęło i wymyśliłam taki oto obiad...
Kotlety sojowe są, jak widać, z Carrefoura, ale pod zwykłymi zdrowymi markami/producentami oczywiście jak najbardziej można takie kupić. To była wersja klasyczna w smaku, a'la schabowe. Można też kupić niby-mielone, również z dodatkami smakowymi (np. z pieczarkami albo meksykańskie). Na pierwsze spróbowanie chciałam jednak takie.
Dziki ryż jest jeszcze dziwniejszą odmianą niż brązowy/naturalny/pełnoziarnisty. Zostałam poproszona o przygotowanie dzikiego, 100% - nie w połączeniu z parboild. Kiedyś już taki jadłam. Wrażenia były podobne, inna tylko cena - 200 g - 4 saszetki - prawie 18 zł, złodzieje :) Jednak jak ostatnimi czasy jadam krążki kalmarowe, raki, ostrygi czy chipsy z alg, to taki ryż nie powinien mocno dziwić. Gotuje się go bardzo długo - 45 minut.
Producent kotletów zaleca podgotować je w bulionie przez kilka minut. Tak też zrobiłam - dodałam rosołek cielęcy i trochę czosnku granulowanego. W czasie "gotowania" (na patelni z bulionem) twarde zlepki mąki sojowej imitujące kotlety (były trochę jak jakieś krakersy?) zmiękły, stały się nieco wymoczkowate, nabrały aromatu. Po paru minutach (i jednokrotnym przewróceniu) zdjęłam je z patelni, lekko odsączyłam i posypałam mieszanką przypraw : jarzynka, ostra papryka, słodka papryka, natka pietruszki. Taki był efekt.
Dałam im sobie odpocząć. Po jakimś czasie poddusiłam je ładnych parę minut na patelni (na której się wcześniej gotowały), dosypując więcej mojej mieszanki przyprawowej.
Cały obiad prezentował się następująco.
Wyszło 6 kotletów na głowę - w opakowaniu znajdowały się 2 zalecane porcje. Zdecydowanie za dużo. W połączeniu z saszetką 50 g ryżu i połową opakowania surówki miałam dość po zjedzeniu połowy, heh. Ryż był mocno sprężysty, w ogóle nie podobny do białego ryżu, troche jak jakieś siano, ale bardzo sprężysty właśnie, sypki. A kotlety, no przyznaję że wymoczkowate - mokre w środku, gdyż nie panierowałam ich i nie smażyłam na tłuszczu, to jednak (za pomocą sposobu przygotowania z przyprawami) były bardzo smaczne, o ile ktos toleruje smak mąki sojowej. Sami oceńcie czy warto się tym zainteresować.
Łatwość przygotowania : średnia
Kotlety sojowe są, jak widać, z Carrefoura, ale pod zwykłymi zdrowymi markami/producentami oczywiście jak najbardziej można takie kupić. To była wersja klasyczna w smaku, a'la schabowe. Można też kupić niby-mielone, również z dodatkami smakowymi (np. z pieczarkami albo meksykańskie). Na pierwsze spróbowanie chciałam jednak takie.
Dziki ryż jest jeszcze dziwniejszą odmianą niż brązowy/naturalny/pełnoziarnisty. Zostałam poproszona o przygotowanie dzikiego, 100% - nie w połączeniu z parboild. Kiedyś już taki jadłam. Wrażenia były podobne, inna tylko cena - 200 g - 4 saszetki - prawie 18 zł, złodzieje :) Jednak jak ostatnimi czasy jadam krążki kalmarowe, raki, ostrygi czy chipsy z alg, to taki ryż nie powinien mocno dziwić. Gotuje się go bardzo długo - 45 minut.
Producent kotletów zaleca podgotować je w bulionie przez kilka minut. Tak też zrobiłam - dodałam rosołek cielęcy i trochę czosnku granulowanego. W czasie "gotowania" (na patelni z bulionem) twarde zlepki mąki sojowej imitujące kotlety (były trochę jak jakieś krakersy?) zmiękły, stały się nieco wymoczkowate, nabrały aromatu. Po paru minutach (i jednokrotnym przewróceniu) zdjęłam je z patelni, lekko odsączyłam i posypałam mieszanką przypraw : jarzynka, ostra papryka, słodka papryka, natka pietruszki. Taki był efekt.
Dałam im sobie odpocząć. Po jakimś czasie poddusiłam je ładnych parę minut na patelni (na której się wcześniej gotowały), dosypując więcej mojej mieszanki przyprawowej.
Cały obiad prezentował się następująco.
Wyszło 6 kotletów na głowę - w opakowaniu znajdowały się 2 zalecane porcje. Zdecydowanie za dużo. W połączeniu z saszetką 50 g ryżu i połową opakowania surówki miałam dość po zjedzeniu połowy, heh. Ryż był mocno sprężysty, w ogóle nie podobny do białego ryżu, troche jak jakieś siano, ale bardzo sprężysty właśnie, sypki. A kotlety, no przyznaję że wymoczkowate - mokre w środku, gdyż nie panierowałam ich i nie smażyłam na tłuszczu, to jednak (za pomocą sposobu przygotowania z przyprawami) były bardzo smaczne, o ile ktos toleruje smak mąki sojowej. Sami oceńcie czy warto się tym zainteresować.
Łatwość przygotowania : średnia
piątek, 7 stycznia 2011
Chipsy z alg morskich z dodatkiem chili, Man Jun Foods
Jedna z ich trzech odsłon. Można kupić naturalne, z dodatkiem chili oraz w sosie orientalnym (?). Naturalne, Chili, Sos orientalny.
Jedna z najbardziej egzotycznych rzeczy, które zdarzyło mi się ostatnio próbować, nawet pomijając orzeszki w posypce wasabi od Tao-Tao.
Wysuszone algi morskie, w dużych kawałkach lub zupełnie pokruszone (w zależności na jaki kawałeczek się akurat trafi – zupełnie jak przy normalnych chipsach), z powplatanymi cząstkami chili, posklejane dużą ilością oleju – zdecydowanie bardziej tłuste niż zwyczajne chipsy. Jedząc je czuć coś niby „naturalnego-zielonego”, tłustość oleju i jakiś dziwny nieco rybny aromat – jeśli tylko nie skupi się na piekącym smaku chili ;) Można trafić na ostrzejsze i nieco łagodniejsze kawałki, ale ostrości tym chipsom odmówić nie można. Naprawdę ciężko mi je opisać…
Dodam tylko, że kupiłam je w Bomi, za bagatela, 13 zł… Warto było spróbować, ale przysmakiem może się to stać tylko dla hardcorowców :D
Ocena : 4/6
Kaloryczność : 125 kcal/20 g (czyli 1/3 opakowania)
Jedna z najbardziej egzotycznych rzeczy, które zdarzyło mi się ostatnio próbować, nawet pomijając orzeszki w posypce wasabi od Tao-Tao.
Wysuszone algi morskie, w dużych kawałkach lub zupełnie pokruszone (w zależności na jaki kawałeczek się akurat trafi – zupełnie jak przy normalnych chipsach), z powplatanymi cząstkami chili, posklejane dużą ilością oleju – zdecydowanie bardziej tłuste niż zwyczajne chipsy. Jedząc je czuć coś niby „naturalnego-zielonego”, tłustość oleju i jakiś dziwny nieco rybny aromat – jeśli tylko nie skupi się na piekącym smaku chili ;) Można trafić na ostrzejsze i nieco łagodniejsze kawałki, ale ostrości tym chipsom odmówić nie można. Naprawdę ciężko mi je opisać…
Dodam tylko, że kupiłam je w Bomi, za bagatela, 13 zł… Warto było spróbować, ale przysmakiem może się to stać tylko dla hardcorowców :D
Ocena : 4/6
Kaloryczność : 125 kcal/20 g (czyli 1/3 opakowania)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























