Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraft foods. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kraft foods. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 lipca 2011

Czekolada Milka biscuit, Kraft foods

Tabliczka ma tylko 80 g :> Czekolada mleczna z mleka alpejskiego z kawałkami herbatnika 10%.
Cukier, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, herbatnik (mąka pszenna, cukier, masło, skrobia pszenna, błonnik pszenny, pełne mleko w proszku, sól, serwatka w proszku, kwas cytrynowy, wodorowęglan sodu, wodorowęglan amonu, aromat), miazga kakaowa, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, pasta z orzechów laskowych, lecytyna sojowa, aromat. Masa kakaowa - 30%, z niepolskiej wersji : masa mleczna 18%. W 100 g : 515 kcal, 6,7 g białka, węgle 60,5 (cukry 54,5), tłuszcz 27,5 (nasycony 16), błonnik 2,1, sód 0,19.
Jak wspomniałam - tabliczka ma 80 g, przez to, iż herbatnik jest lżejszy od czekolady lub orzechów, a forma (objętość) jest podobna, to wyszła im mniejsza waga, ale uprzedzam : nie można narzekać.
Czekolada pakowana w te nowe, nieprzyjemne folie od Milki, nie lubię ich, bo po odpakowaniu - mimo zapewnień - wcale nie są szczelne, rozklejają się i nie da się zachować czekolady w spokoju na później - znaczy się da, ale wietrzeje jak w zwyczajnym sreberku.
Czekolada została podzielona aż na 24 kostki, co w klasycznej wielkości tabliczkach, a w dodatku mniejszej wadze akurat tej - jest dość niespotykane. Producenci robią teraz maksymalnie 18 kostek, zazwyczaj 15, a coraz częściej tylko 10. Mnie z kolei strasznie ucieszył fakt 24 kostek - w końcu lepiej na psychikę działa zjedzenie aż 12 kostek (połowa czekolady), niżeli 5... :>
Czekolada to normalna czekolada mleczna Milki. Jadłam po schłodzeniu, toteż masa nie rozpuszczała mi się w palcach, a czekolada nie była tak mocno słodka, jak Milka potrafi być. Herbatnik, w kawałkach - mniejszych i większych - był super. Maślany, chrupiący, nie-za-mocno-wypieczony, lekki, rozłupywał się pod naciskiem, kruszył; podobny do herbatnika z ciastek Hit, nie jak Oreo. Był przede wszystkim w górnej warstwie czekolady, nie w kostkach, ale był rozłożony równomiernie, było go w odczuciu sporo. Nie był słodki (w porównaniu do czekolady), zatem ostudzał jej zapędzy do przesładzania konsumenta w czasie jedzenia; przez niego całość nie była tak słodka, jakby była pusta mleczna Milka. Pasta z orzechów laskowych wiadomo jak działa w Milce; pycha - normalny, klasyczny, zwyczajny (nie przekombinowany) herbatnik. Obawiałam się nieciekawej kompozycji, a wyszła świetna. Czekolada zniknęła w parę minut, czemu bardzo pomogły małe kosteczki ("no to jeszcze jedna kosteczka, i jeszcze jedna, i jeszcze ta, bo one takie małe").

Ocena : 5/6
Kaloryczność : 515 kcal/100 g
Zakupione : Carrefour
Cena : 3,49 zł

czwartek, 30 czerwca 2011

Ciastka Oreo, Kraft foods

Herbatniki kakaowe z nadzieniem o smaku waniliowym 29%. Klasyczna wersja, za granicą dostępne jest mnóstwo wariacji - z kremem kakaowym, jasny herbatnik, nadzienia żółte, zielone, puchate (biszkoptowe) ciasto, oblane czekoladą...

22 g = 2 ciastka. Cukier, mąka pszenna, tłuszcz roślinny z przeciwutleniaczami (e306 i e304), kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 7%, syrop g-f, substancje spulchniające - wodorowęglan sodu, wodorowęglan amonu, serwatka w proszku, miazga kakaowa, sól, lecytyna sojowa, aromat.

5,7 białka, 65 węglowodanów, 21 tłuszczu w 100 g - 0,6; 7,2 i 2,3 na 1 ciastko.
Hm, ostatnio pisałam o Hit-ach... Co do Oreo mam bardzo mieszane odczucia.
Wielkość ciastka jest nieco mniejsza niż Hit-ów (średnica), przypominają zwyczajne markizy, jak Pieguski chociażby. Mają ładne, wyraźne tłoczenie na sobie. Są bardzo ciemne, praktycznie czarne. Krem jest biały i "o smaku waniliowym". Pachną wypieczoną mąką z masłem, cukrem i dużą ilością kakao.
Kakao w herbatniku jest aż 7%, to naprawdę dużo i przekłada się nawet na jego zapach. Masa natomiast pachnie tłuszczowo-mlecznie z dodatkiem cukru; nie jest przeprowadzona przez całe ciacho - zostają niepokryte brzegi, nie jest też bardzo gruba, ale zadowalająca.
Smak. Masa... paskudna :) Mogłabym powiedzieć o niej, że jest mleczna, ale waniliowa? Nigdy w życiu. Wiem, że nie ma wanilii, nie ma nawet cukru wanilinowego, a tylko "aromat", ale bez przesady! W dodatku nie lubię konsystencji takich kremów - strasznie tłuste, jakby wziąć margarynę z cukrem i dosypać mleka w proszku. Hm, no dobrze, nie krytykuję aż tak, bo jadało się o wiele gorsze kremy, heh. Przynajmniej był odpowiednio słodki - czyli słodki, ale nie nazbyt; bez dziwnych posmaków, kwaśności itp. Po prostu nie był waniliowy :> Herbatnik natomiast... bardzo dobry. Byłam nastawiona na ot, taki zwykły, niby to kakaowy herbatnik. Okazało się, iż był o wiele bardziej "mokry" niż Hit-y, nie chrupał tak dziko jak one, lecz rozłamywał się przyjemnie, nieco rozpadał pod naporem. Nie był może jak ciasto-ciasteczko, ale nie był również jak twardy, mocno chrupiący herbatnik. Nie wiem czy to przez styczność z kremem - rozmiękczenie, może tak miało być? Mi się akurat bardzo podobało, bo wolę rzeczy ciastowe niż mocno chrupiące. W smaku natomiast był bardzo kakaowy - kakaowy właśnie, nie czekoladowy, nie maślany, nie herbatnikowy, ale kakaowy. Bardzo smaczny i ciekawy, bo smak bez-smakowy lub czekoladowy są nudne.
Ciacho jedzone łącznie nie było złe, bo herbatnik (pozytyw) zrównywał się z kremem (negatyw) i razem smakowało całkiem dobrze - kakaowe, leciutko mokrawe ciacho, z tłustym mlecznym kremem. Teraz już wiem dlaczego w reklamie Oreo zalecają ciacho rozkręcić i zlizać krem przed zjedzeniem herbatnika - aby to lepsze zostało na koniec :D Fajna rzecz do popołudniowej kawy.

Masa : 3/6
Herbatnik : 5/6
Kaloryczność 471 kcal/100 g, 52 kcal/szt. 11 g
Zakupione : lokalny supermarket (grosz)
Cena : nieco powyżej 1 zł

środa, 1 czerwca 2011

Czekolada Milka malinowy krem (raspberry cream), Kraft foods

100 g.
Białko 4,4, węglowodany 58 (cukry 55), tłuszcz 29,5 (nasycony 16,5), błonnik 0,9, sód 0,67. Czekolada mleczna z mleka alpejskiego z nadzieniem mlecznym o smaku malinowym 30% i owocowym nadzieniem malinowym 20%.
Cukier, owocowe nadzienie malinowe (cukier, syrop g-f, przecier malinowy 14%, substancja utrzymująca wilgoć - syrop sorbitolowy, regulator kwasowości - kwas cytrynowy, substancja żelująca - pektyna amidowana, aromat, barwnik - koszenila), tłuszcz roślinny, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, serwatka w proszku, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, śmietanka w proszku 1,7%, pasta z orzechów laskowych, emulgator - lecytyna sojowa, aromaty. Masa kakaowa min. 30%.
Mimo iż tłuszcz roślinny w czekoladach milki wybija się przed tłuszcz kakaowy, to jednak w tych czekoladach jest to coś, co powoduje, iż czekolady te bardzo mi smakują. Nie przepadam za nadzieniami na bazie śmietanki, jednakże ta wersja zawiera normalne nadzienie malinowe, jakby żelowe, w ilości 30% całości oraz bazę pod to nadzienie - śmietankowe nadzienie malinowe w ilości 20%. Nadzienie łącznie stanowi zatem 50%.
Czytałam recenzje tej czekolady w sieci i zazwyczaj nie były pozytywne. Mówiono o niej, że jest dość kiepska - smak nie taki, jak do końca powinien i że zdecydowanie za słodka. Kocham maliny i rzeczy malinowe, musiałam więc przekonać się na własnej skórze :)

3 rzędy po 5 kostek = 15 sztuk. 515 kcal w tabliczce. Zatem przypada ok. 35 kcal w 1 kostce.
Nadzienie mleczne poprowadzone jest przez całość czekolady, przez co gdy nie jest schłodzona - bardzo ciężko się ją łamie, w sumie nie da się łamać... ją się "dzieli" :D Natomiast nadzienie owocowe, jakby żel malinowy, pozamykany jest w każdej kostce osobno - jest półpłynny. Po rozdziabaniu kostki samoczynnie nie wycieka, ale w kontakcie z palcami mocno się lepi (nie tylko z palcami, przykleja się do wszystkiego). Po schłodzeniu nadzienie mleczne staje się jeszcze bardziej stałe, konkretne, natomiast żel nie straszy, że zaraz pocieknie, jest bardziej gęsty, a i sama czekolada da się połamać zamiast podzielić.

Otwarciu opakowania towarzyszył mi bardzo przyjemny, intensywnie malinowy zapach. Takich fajnych, cierpkich malin, nie malino-podobnych. Jak z jakiegoś sorbetu na zimno. Nadzienie jest mleczno-żelowe, dwie warstwy, ale obie mają mieć malinowy smak, tyle że mleczne ma być mleczno-malinowe, a żel - jak do lodów czy temu podobnych, już typowo malinowy (woda z cukrem i zagęstnikiem jakimś oraz maliny). Przecier malinowy to aż 14%, zatem czekolada po prostu MUSI malinowa być. Kocham maliny. Jak wypadła więc ta czekolada? Od długiego czasu poszukiwałam produktów, które nie miałyby nadzienia mlecznego-owocowego, a nadzienie typowo żelowe (lecz nie płynne) lub nawet galaretkę. Cóż - tu jest połączenie. Wracając do aromatów.
Czekolada na zewnątrz - to typowa mleczna czekolada milki. Pasta z orzechów laskowych nadaje jej takie charakterystyczne "coś", kremowość, błogość, która przyćmiewa stosowanie tłuszczy również roślinnych. Nadzienie mleczne w istocie jest aromatyzowane maliną. Mleczno-słodkie z aromatem maliny. Aromat jest mniej sztuczny niż w przypadku ich Alpejskiego mleczka, choć nie wydaje się tak prawdziwy jak w zapachu. Żel natomiast jest bardzo słodziutki, taka właśnie mocno gęsta polewa do lodów, gofrów. Dobry, iście malinowy. 
Połączenie słodkiej czekolady, słodkiego mleczno-malinowego nadzienia i żelu cukrowego daje jednak odrobinę zbyt słodką mieszankę. Wydaje się, że czekolady z orzechami laskowymi / migdałami / arachidami / nerkowcami, nawet bakaliami są bardziej wyważone. Jeśli wersja malinowa jest taka słodziutka, to naprawdę boję się próbować smaku toffi...

Ocena : 5/6
Kaloryczność : 515 kcal/tabliczka 100 g, 15 kostek
Zakupione : Carrefour
Cena : 2,79 zł

czwartek, 5 maja 2011

Kawa Carte noire arabica exclusif, Kraft foods

Jedna z kaw, które dostałam na wielkanoc. Od kilku lat producent katuje nas reklamami tej kawy, trzeba było sprawdzić w czym jest "lepsza" od zwyczajnej Neski.
Choćbym nie wiem jak się starała - nie umiem zrobić pianki, trudno...
Kawka ma jakby lekko orzechowy (?) posmak. Nie jest kwaśna. Bardzo smaczna, bardziej "dla ludzi" niżeli Davidoff.
Nie wystawiam oceny, bo naprawdę się nie znam :)

niedziela, 10 kwietnia 2011

Kawa Jacobs kronung espresso, Kraft foods

Jakaś odmiana od kaw 3 w 1. Mała saszetka, 2 g, to przeciętne półtorej łyżeczki od herbaty. Espresso normalnie parzone jest z ekspresu ciśnieniowego, podawane w małych filiżankach, ma mniej niż 100 ml. Włosi by mnie zabili za to, co zrobiłam ze swoim espresso; to nie było już nawet normalne cafe americano - zalałam prawie 400 ml wody ;) Od jakiegoś roku nie smakują mi mocne kawy, więc muszę sobie jakoś radzić.
Jacobs cronat gold był dla mnie jakiś dziwny, więc bałam się sięgnąć po jego wersję knonung espresso. Niepotrzebnie. Kawa okazała się bardzo smaczna, nie miała takiego dziwnego jak dla mnie posmaku jak cronat gold. Tak mi posmakowała, że od razu zrobiłam sobie drugą ;)


Ocena : 5,5/6
Kaloryczność : 63 kcal/100 g, zatem 1,3 kcal?/saszetka :D