Ostatnie dwa piękne dni poświęciłam na wizytę u naszych zachodnich sąsiadów - pojechałam do Niemiec. Z rodzinką. Do Heide parku. Po drodze zwiedzałam Niemcy "kulinarnie", niestety - głównie na stacjach benzynowych lub w dyskontach. Nie przeszkodziło mi to jednak z zrobieniu wielokrotnych, ciekawych zakupów, upolowaniu kilku rzeczy. Jakoże odpuściłam sobie regularne prowadzenie bloga - przegląd moich trofeów z wyjazdu - specjalnie dla wytrwałych czytelników :>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekoladki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekoladki. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 9 października 2011
sobota, 23 lipca 2011
Czekoladki Mousse chocolat noir 60% de cacao, Camille bloch
L'original noch luftiger plus aere. Noir, 60% de cacao dans le chocolat. Pralines au chocolat nois suisse. Swiss dark chocolate pralines with chocolate mousse filling.Masa kakaowa, cukier, proszek czekoladowy 14%, tłuszcz roślinny, pleko pełne w proszku, orzechy laskowe, masło, tłuszcz kakaowy, emulgatory lecytyna sojowa, e471, wanilina.W 100 g : 570 kcal, 7% białka, 44% węglowodanów, 41% tłuszczu.www.camillebloch.ch http://www.camillebloch.ch/en/chocolate/mousse
W wersji pralinek : też mleczne (byłyby najlepsiejsze). W wersji czekolady : zwyczajnie mleczno-czekoladowa, mocno mlecznie-czekoladowa oraz ciemna.Opakowanie ma 180 g i zawiera 21 sztuk pralinek. Są to pół-kule. Na górze mają tłoczoną nazwę i delikatny wzorek, od spodu są płaskie i można je postawić.Pralinki są bardzo delikatne i w zasadzie nieduże, spodziewałam się, iż mogą być większe.Czekolada w charakterze powłoki jest ciemna, nie jest gruba.Niemleczna, o wyraźnym smaku kakao, jednak nie gorzka, tylko po prostu mocno kakaowa. Jest bardzo delikatna, raczej się nie łamie/chrupie, jest jakby pralinowa. Zupełnie nie przypomina czekolady w jakiś polskich "pralinkach", takiej jak z tabliczek czekolady. Nieschłodzona rozpuszcza się w palcach (trochę), jest błoga.Pralinki nie da się w zasadzie porządnie rozgryźć, gdyż mus jest jeszcze delikatniejszy od czekolady i całość nieco się zgniata - płaska część pralinki "wchodzi" do środka.Można jednak zdjąć jej górę / odłamać płaską część - przez co można podziwiać wewnętrzny mus.
Mus to prawdziwy czekoladowy mus, nieco słodszy od samej czekolady. W składzie na pierwszym miejscu nie jest cukier, a masa kakaowa, co od razu przekłada się na jakość i strukturę całej słodkości. Mus oczywiście jest dość słodki i jest boski!Bardzo delikatny, napuszony, inny niż przy puchatych deserach w stylu Bakoma sonata czy Smakija d'amour. On jest bardziej "mokry", jeszcze delikatniejszy, rozpływa się, rozpuszcza tak niesamowicie błogo, że chciałoby się krzyczeć "och". Lekki jak chmurka, nie przejawia chemicznych posmaków ani chemicznej struktury, nie przypomina sztucznie ubitego musu z dodatkiem jakiejś żelatyny i substancji stabilizującej. Tak jak napisałam - jeszcze delikatniejszy od deserów czekoladowych, bardziej "mokry" i zdecydowanie bardziej czekoladowy.
Całość jest jeszcze bardziej boska. Mus rozpuszcza się nieco szybciej niż czekolada, pod naporem języka powoli znika w ustach. Przez to, że otoczka czekoladowa nie jest gruba - można go naprawdę poczuć.
Niesamowita słodycz. Trufle mają zbity, mokry środek, błogo rozpuszczający się. To natomiast jest taki pralinowo-truflowy środek, ale bardzo, bardzo napuszony, przez co jeszcze bardziej błogi, bo taki lekki i słodki. Cudowne. Chętnie spróbowałabym też wersji mlecznej.
Ocena : 6/6
Kaloryczność : 570 kcal/100 g, ~49 kcal/szt.
Zakupione : sklep wolnocłowy na lotnisku
W wersji pralinek : też mleczne (byłyby najlepsiejsze). W wersji czekolady : zwyczajnie mleczno-czekoladowa, mocno mlecznie-czekoladowa oraz ciemna.Opakowanie ma 180 g i zawiera 21 sztuk pralinek. Są to pół-kule. Na górze mają tłoczoną nazwę i delikatny wzorek, od spodu są płaskie i można je postawić.Pralinki są bardzo delikatne i w zasadzie nieduże, spodziewałam się, iż mogą być większe.Czekolada w charakterze powłoki jest ciemna, nie jest gruba.Niemleczna, o wyraźnym smaku kakao, jednak nie gorzka, tylko po prostu mocno kakaowa. Jest bardzo delikatna, raczej się nie łamie/chrupie, jest jakby pralinowa. Zupełnie nie przypomina czekolady w jakiś polskich "pralinkach", takiej jak z tabliczek czekolady. Nieschłodzona rozpuszcza się w palcach (trochę), jest błoga.Pralinki nie da się w zasadzie porządnie rozgryźć, gdyż mus jest jeszcze delikatniejszy od czekolady i całość nieco się zgniata - płaska część pralinki "wchodzi" do środka.Można jednak zdjąć jej górę / odłamać płaską część - przez co można podziwiać wewnętrzny mus.
Mus to prawdziwy czekoladowy mus, nieco słodszy od samej czekolady. W składzie na pierwszym miejscu nie jest cukier, a masa kakaowa, co od razu przekłada się na jakość i strukturę całej słodkości. Mus oczywiście jest dość słodki i jest boski!Bardzo delikatny, napuszony, inny niż przy puchatych deserach w stylu Bakoma sonata czy Smakija d'amour. On jest bardziej "mokry", jeszcze delikatniejszy, rozpływa się, rozpuszcza tak niesamowicie błogo, że chciałoby się krzyczeć "och". Lekki jak chmurka, nie przejawia chemicznych posmaków ani chemicznej struktury, nie przypomina sztucznie ubitego musu z dodatkiem jakiejś żelatyny i substancji stabilizującej. Tak jak napisałam - jeszcze delikatniejszy od deserów czekoladowych, bardziej "mokry" i zdecydowanie bardziej czekoladowy.
Całość jest jeszcze bardziej boska. Mus rozpuszcza się nieco szybciej niż czekolada, pod naporem języka powoli znika w ustach. Przez to, że otoczka czekoladowa nie jest gruba - można go naprawdę poczuć.
Niesamowita słodycz. Trufle mają zbity, mokry środek, błogo rozpuszczający się. To natomiast jest taki pralinowo-truflowy środek, ale bardzo, bardzo napuszony, przez co jeszcze bardziej błogi, bo taki lekki i słodki. Cudowne. Chętnie spróbowałabym też wersji mlecznej.
Ocena : 6/6
Kaloryczność : 570 kcal/100 g, ~49 kcal/szt.
Zakupione : sklep wolnocłowy na lotnisku
wtorek, 12 lipca 2011
Kulki waflowe Lumarki orzechowe, Lumar
Opakowanie 150 g, kuleczki pakowane osobno. Coś jak Ferrero rocher bez czekolady i orzecha? Albo po prostu większe Giotto. Pralinki waflowe z kremem o smaku orzechowym.
Producent robi też takie kokosowe (jak rafaello) i sezamowe. Oprócz tego ma serię de luxe - pralinki obsypane płatkami czekoladowymi - orzechowe, marsala i trufla; cukierki czekoladowe jak trufle - czekoladowe, truflowe i orzech laskowy; a także najróżniejszej maści wafle - okrągłe, klasyczne, rurki waflowe, kulki waflowe w różnych smakach, oblane lub nieoblane.
Krem 47%, orzechy arachidowe 30%.
565 kcal/100 g a 48 kcal w szt. Ponadto 8,5% tłuszczu, 48,5% węglowodanów i 41% tłuszczu (ogrom).
Od zewnątrz. Kuleczki obsypane są fragmentami orzechów. Orzechy jak to normalne orzechy, sobie chrupią, są przyjemne. Przyklejone są solidniejszą warstwą masy lukrowo-podobnej do wafelka.
Wafelek jest przyjemny, jednak w zasadzie nie chrupie. Mój lumark był nieco nasiąknięty, przez co właśnie wafelek nie był tak mocno chrupiący. Mimo to był bardzo smaczny.
Nadzienie natomiast do złudzenia przypomina nadzienie Giotto. Jest go prawie 1/2, co widać.
Kuleczka jest ogólnie od Giotto większa i obsypana porządnymi orzeszkami; też masa lukrowa wydaje się nieco smaczniejsza, tylko ten wafelek, niechrupki...
Nadzienie smakuje orzechowo, nie zaprzeczam, jest na tyle stałe, by móc "odejść" od wafla, lecz wciąż na tyle mokre, by nie było niemiłą suchą masą.
Ogólnie Lumar był dość smaczny, wolę jednak Giotto.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 565 kcal/100 g, 48 kcal/szt.
Zakupione : Auchan
Producent robi też takie kokosowe (jak rafaello) i sezamowe. Oprócz tego ma serię de luxe - pralinki obsypane płatkami czekoladowymi - orzechowe, marsala i trufla; cukierki czekoladowe jak trufle - czekoladowe, truflowe i orzech laskowy; a także najróżniejszej maści wafle - okrągłe, klasyczne, rurki waflowe, kulki waflowe w różnych smakach, oblane lub nieoblane.
Krem 47%, orzechy arachidowe 30%.
565 kcal/100 g a 48 kcal w szt. Ponadto 8,5% tłuszczu, 48,5% węglowodanów i 41% tłuszczu (ogrom).
Od zewnątrz. Kuleczki obsypane są fragmentami orzechów. Orzechy jak to normalne orzechy, sobie chrupią, są przyjemne. Przyklejone są solidniejszą warstwą masy lukrowo-podobnej do wafelka.
Wafelek jest przyjemny, jednak w zasadzie nie chrupie. Mój lumark był nieco nasiąknięty, przez co właśnie wafelek nie był tak mocno chrupiący. Mimo to był bardzo smaczny.
Nadzienie natomiast do złudzenia przypomina nadzienie Giotto. Jest go prawie 1/2, co widać.
Kuleczka jest ogólnie od Giotto większa i obsypana porządnymi orzeszkami; też masa lukrowa wydaje się nieco smaczniejsza, tylko ten wafelek, niechrupki...
Nadzienie smakuje orzechowo, nie zaprzeczam, jest na tyle stałe, by móc "odejść" od wafla, lecz wciąż na tyle mokre, by nie było niemiłą suchą masą.
Ogólnie Lumar był dość smaczny, wolę jednak Giotto.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 565 kcal/100 g, 48 kcal/szt.
Zakupione : Auchan
niedziela, 10 lipca 2011
Chrupanka krakowska, Wawel
"Aromatyczne waniliowe wnętrze kryje w sobie kawałki orzechów, chrupiące wafelki i skórkę pomarańczową"
Cuks ma ok. 15-16 g, ma orzechy, wafelki, tłuszczowo-waniliowe wnętrze i jest oblany czekoladą (polewą), toteż przypomina michałki. Michałki nie są co prawda waniliowe w środku, lecz czekoladowo-orzechowe, ale pomysł na cukierka jest taki sam. Kompozycja nadzienia waniliowego z orzechami, wafelkami i skórką pomarańczową w czekoladzie wydała mi się bardzo interesująca. Jadłam już trufle wiśniowe i jogurtowego z czarną porzeczką z różnym poziomem zadowolenia. Od chrupanki natomiast sporo oczekiwałam, gdyż bardziej przypomina lubiane przeze mnie michałki. Ponownie kupowane na wagę.
Cukierki w polewie kakaowej. Cukier, polewa kakaowa 16,5% (cukier, tłuszcz roślinny utwardzony, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 20%, emulgatory - lecytyna sojowa i e476, aromat); tłuszcz roślinny, mleko w proszku odtłuszczone, orzechy arachidowe 12%, wafle 8,5% (mąka pszenna, cukier, tłuszcz roślinny, sól, aromat); serwatka w proszku, laktoza, kandyzowana skórka pomarańczy 1,5% (skórka, cukier, syrop g-f, kwas cytrynowy, sorbinian potasu, aromat); kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, lecytyna sojowa, aromaty.
16,5% polewy kakaowej... o tym zaraz; tłuszcz roślinny, mleko... Z tego zatem składa się wnętrze cukierka - cukru, tłuszczu i form mleka (z dodatkiem odrobiny, mniej niż 1,5% kakao. A, no i aromatu waniliowego... Chrupanka ratuje się jednak 20,5% zawartością chrupiących dodatków, co jeszcze przed odwinięciem papierka wręcz gwarantuje i zapewnia porządną chrupkość czekoladki (mniam).
Polewa kakaowa... Skład, w której dwie pierwsze pozycje to cukier i tłuszcz roślinny utwardzony - nie rokuje zbyt dobrze; pamiętam jednak trufle czekoladowe, w których również było sporo tłuszczu roślinnego, nie przekreśliłam więc z góry chrupanki. W polewie niestety jest tego tłuszczu ponad 20%... Na szczęście jest też dużo kakao :> Kakaowo też pachnie, kakaem, nie mleczną/deserową/gorzką czekoladą (i tak też smakuje).
Cuks nie ma, jak trufle i jogurtowy, nadzienia w środku, ma jednolitą masę waniliową, jasną (koloru ciemno-waflowego), w której to zawieszone są fragmenciki orzechów (jak w michałkach) oraz wafli (mm...) i skórki pomarańczowej. Orzeszki są bardzo przyjemne, ich małe fragmenciki są wyczuwalne, mile chrupią w czasie jedzenia, pozostają w ustach przy pozwoleniu na rozpuszczenie się czekoladki. Wafelki to fragmenciki wafla, zwykłego, klasycznego wafla. Na tyle małe, że trudno je dobrze poczuć; nadają jednak cukierasowi inną strukturę, ich obecność coś zmienia. Bardzo dobre. Skórka pomarańczowa dodaje cukierkowi charakteru; nie jest on już nudnie czekoladowo-orzechowy, lecz taki "lepsiejszy".
Inna para kaloszy to waniliowe wnętrze. Struktury, konsystencji michałkowej; jak w standardowych "cukierkach w czekoladzie", nieco ziarniste, rozłamuje się, nie ciągnie, stałe, nieleiste, ciut jakby kruche, oleiste od tłuszczów roślinnych. Czy ono jest w waniliowe, to nie wiem. Za dużo dookoła dodatków, by móc to dobrze ocenić. Ja oczywiście wolałabym tu smak czekoladowy lub orzechowy zamiast waniliowo-podobnego.
Czekoladka chrupie w czasie jedzenia, lecz nie łamie zębów. Łączy w sobie strukturę michałkową z lżejszym waflem (z dodatkiem skórki), lecz chrupiących elementów jest tu więcej - co zapewnia to miłe chrupanie. W rzeczy samej - można o niej powiedzieć chrupanka. Smak to zestawienie wszystkich jej elementów.
I o ile trufle wiśniowe były nieco "żumowate", jogurtowy nie był wystarczająco udany, to chrupanka - jeśli zaakceptuje się obecność sporej ilości tłuszczów roślinnych i polewy kakaowej zamiast czekolady - jest chyba z nich najfajniejsza. Jakbym miała kupować któreś z czekoladek Wawela, z nowszego asortymentu, kupiłabym ponownie właśnie chrupankę.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : ok. 500-550 kcal/100 g, ok. 80 kcal/szt.
Zakupione : Carrefour
Cena : 21-23 zł/kg
Cuks ma ok. 15-16 g, ma orzechy, wafelki, tłuszczowo-waniliowe wnętrze i jest oblany czekoladą (polewą), toteż przypomina michałki. Michałki nie są co prawda waniliowe w środku, lecz czekoladowo-orzechowe, ale pomysł na cukierka jest taki sam. Kompozycja nadzienia waniliowego z orzechami, wafelkami i skórką pomarańczową w czekoladzie wydała mi się bardzo interesująca. Jadłam już trufle wiśniowe i jogurtowego z czarną porzeczką z różnym poziomem zadowolenia. Od chrupanki natomiast sporo oczekiwałam, gdyż bardziej przypomina lubiane przeze mnie michałki. Ponownie kupowane na wagę.
Cukierki w polewie kakaowej. Cukier, polewa kakaowa 16,5% (cukier, tłuszcz roślinny utwardzony, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu 20%, emulgatory - lecytyna sojowa i e476, aromat); tłuszcz roślinny, mleko w proszku odtłuszczone, orzechy arachidowe 12%, wafle 8,5% (mąka pszenna, cukier, tłuszcz roślinny, sól, aromat); serwatka w proszku, laktoza, kandyzowana skórka pomarańczy 1,5% (skórka, cukier, syrop g-f, kwas cytrynowy, sorbinian potasu, aromat); kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, lecytyna sojowa, aromaty.
16,5% polewy kakaowej... o tym zaraz; tłuszcz roślinny, mleko... Z tego zatem składa się wnętrze cukierka - cukru, tłuszczu i form mleka (z dodatkiem odrobiny, mniej niż 1,5% kakao. A, no i aromatu waniliowego... Chrupanka ratuje się jednak 20,5% zawartością chrupiących dodatków, co jeszcze przed odwinięciem papierka wręcz gwarantuje i zapewnia porządną chrupkość czekoladki (mniam).
Polewa kakaowa... Skład, w której dwie pierwsze pozycje to cukier i tłuszcz roślinny utwardzony - nie rokuje zbyt dobrze; pamiętam jednak trufle czekoladowe, w których również było sporo tłuszczu roślinnego, nie przekreśliłam więc z góry chrupanki. W polewie niestety jest tego tłuszczu ponad 20%... Na szczęście jest też dużo kakao :> Kakaowo też pachnie, kakaem, nie mleczną/deserową/gorzką czekoladą (i tak też smakuje).
Cuks nie ma, jak trufle i jogurtowy, nadzienia w środku, ma jednolitą masę waniliową, jasną (koloru ciemno-waflowego), w której to zawieszone są fragmenciki orzechów (jak w michałkach) oraz wafli (mm...) i skórki pomarańczowej. Orzeszki są bardzo przyjemne, ich małe fragmenciki są wyczuwalne, mile chrupią w czasie jedzenia, pozostają w ustach przy pozwoleniu na rozpuszczenie się czekoladki. Wafelki to fragmenciki wafla, zwykłego, klasycznego wafla. Na tyle małe, że trudno je dobrze poczuć; nadają jednak cukierasowi inną strukturę, ich obecność coś zmienia. Bardzo dobre. Skórka pomarańczowa dodaje cukierkowi charakteru; nie jest on już nudnie czekoladowo-orzechowy, lecz taki "lepsiejszy".
Inna para kaloszy to waniliowe wnętrze. Struktury, konsystencji michałkowej; jak w standardowych "cukierkach w czekoladzie", nieco ziarniste, rozłamuje się, nie ciągnie, stałe, nieleiste, ciut jakby kruche, oleiste od tłuszczów roślinnych. Czy ono jest w waniliowe, to nie wiem. Za dużo dookoła dodatków, by móc to dobrze ocenić. Ja oczywiście wolałabym tu smak czekoladowy lub orzechowy zamiast waniliowo-podobnego.
Czekoladka chrupie w czasie jedzenia, lecz nie łamie zębów. Łączy w sobie strukturę michałkową z lżejszym waflem (z dodatkiem skórki), lecz chrupiących elementów jest tu więcej - co zapewnia to miłe chrupanie. W rzeczy samej - można o niej powiedzieć chrupanka. Smak to zestawienie wszystkich jej elementów.
I o ile trufle wiśniowe były nieco "żumowate", jogurtowy nie był wystarczająco udany, to chrupanka - jeśli zaakceptuje się obecność sporej ilości tłuszczów roślinnych i polewy kakaowej zamiast czekolady - jest chyba z nich najfajniejsza. Jakbym miała kupować któreś z czekoladek Wawela, z nowszego asortymentu, kupiłabym ponownie właśnie chrupankę.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : ok. 500-550 kcal/100 g, ok. 80 kcal/szt.
Zakupione : Carrefour
Cena : 21-23 zł/kg
środa, 6 lipca 2011
Trufle Belgian oryginalne, Belgian
Na stronie producenta widnieją też takie trufle szampańskie, pomarańczowe oraz z ziarnami kakaowca. Prócz tego są trufle płatkowane (o takim rodzaju słodyczy kiedyś pisałam) oraz cały, wielki asortyment najróżniejszych pralinek. http://www.thebelgianchocolates.be/
Sklep internetowy ma jednak bogatszą ofertę : orzechowe, cynamonowe.
Fancy/fantasy truffles, original. Trzeba było zacząć od podstawowego smaku, by sprawdzić czy taka forma słodyczy jest w ogóle do przyjęcia.
Tłuszcz roślinny, cukier, utwardzony tłuszcz roślinny, odtłuszczone kakao, serwatka w proszku, lecytyna sojowa, aromat. Przechowywać w temp. 12-18 stopni. Ciężko połapać się w wartościach odżywczych, gdy pisane są innym alfabetem :> 606 kcal/100 g. Z takich składników : tłuszcze roślinne, utwardzone tłuszcze roślinne, lecytyna - niby nie powinno wyjść NIC fajnego. Otóż - błąd. Wychodzi coś cudownego. 200 g.
Wychodzą średniej wielkości trufle czekoladowe, kształtu podobnego do Hershey's kisses. Trafiły się dwie zdeformowane, płaskie, lecz je policzyłam jako jedną... i wyszło 20 sztuk - czyli każda miała w okolicy 10 g.
Obtoczone są w cienkiej warstwie niesłodkiego kakao, w środku mają aż rozpływające się, błogie, czekoladowe wnętrze.
Wkładając truflę do ust (lub jej kawałek) - czuć najpierw wytrawne (w porównaniu do reszty elementów) kakao, niesłodkie, pudrowe.
Zaraz potem dociera do nas niesamowita masa tłuszczowo-cukrowo-kakaowa, bardzo lekka, mokra, śliska, czekoladowa wersja nadzienia z Seashells, ale jeszcze lżejsza (jednak nie napuszona żadnym azotem; prędzej pianą).
Nie można jej porządnie dotknąć ani podgryzać, gdyż rozpuszcza się - tak błogo i niesamowicie, że chce się krzyczeć "achhh".
Na sam koniec rozpuszczania się trufli nabiera ona (w moim odczuciu) większej słodkości i bardziej czuć cukier, staje się po prostu słodsza. Może to kwestia tego, iż całe kakao z otoczki się wchłania do tego czasu? Nie wiem.
Smak trufli nie jest jednak jednolity, a ewoluuje w czasie; nie jest ona zupełnie mała - przez co jest czas na takie ewolucje; nie jest też zbyt duża i nie ma przymusu jej gryzienia, by za każdym razem nie zapychać sobie całych ust.
Niesamowite niebo. Bez orzechów laskowych, na niby kiepskich składnikach, a tak dobre, tak smaczne, tak błogie, tak rozpieszczające, że możnaby zjeść całe pudełko na raz, gdyby nie przesłodzenie.
Kochani! Jeśli chcecie komuś lubiącego błogie czekoladki typu Lindor zrobić fajny i niedrogi prezent - kupcie coś takiego. Dostępne też fizycznie w sklepach, widziałam chyba w jakimś Bomi. Obdarowany będzie się głupio uśmiechał (w trakcie i po konsumpcji) przez długi czas, po czym zacznie całować was po rękach za TAKĄ słodkość :>
Ocena : 6/6
Kaloryczność : 606 kcal/100 g, 1212 kcal/opak. 200 g, ~61 kcal/szt. 10 g
Zakupione : sklep internetowy http://sklep.maan-premium.pl
Cena : 8-10 zł
edit :
Z powodu gabarytów opakowania (200 g i 20 sztuk) nie byłam w stanie zjeść całego pudełka naraz, toteż wstawiłam je na noc do lodówki, na następny dzień, na słodkie drugie śniadanie. Piszę o tym, gdyż z lodówki są nieco inne niż z temperatury pokojowej.
Pomijając wiadomą konsekwencję chłodu w postaci nie-rozpuszczania się trufli w rękach ledwo po jej dotknięciu, zauważyłam ponadto :
- trufle były twardsze, dało się je spokojnie wziąć do ręki bez obawy o upaćkanie rozpuszczającą się czekoladą (upaćkać można się za to było wciąż otoczką z kakao, co oczywiście musiałam uczynić :D)
- można je było ugryźć na tyle, że nie rozpadały się ani w rękach, ani przy kontakcie z zębami - pobawiłam się więc nieco i kosztowałam ich w mniejszych kawałkach, eksperymentując ze smakiem
- były mniej słodkie - zarówno na początku, jak i na koniec
- rozpuszczały się powoooli, dopiero rozgryzione na małe kawałki rozpuszczały się tak samo szybko, jednak cała trufla czy nawet jej połowa - była obecna o wiele dłużej w ustach, wolniej rozwijała/oddawała swój smak - czyniąc mój poranek niesamowicie błogim i słodkim
Sklep internetowy ma jednak bogatszą ofertę : orzechowe, cynamonowe.
Fancy/fantasy truffles, original. Trzeba było zacząć od podstawowego smaku, by sprawdzić czy taka forma słodyczy jest w ogóle do przyjęcia.
Tłuszcz roślinny, cukier, utwardzony tłuszcz roślinny, odtłuszczone kakao, serwatka w proszku, lecytyna sojowa, aromat. Przechowywać w temp. 12-18 stopni. Ciężko połapać się w wartościach odżywczych, gdy pisane są innym alfabetem :> 606 kcal/100 g. Z takich składników : tłuszcze roślinne, utwardzone tłuszcze roślinne, lecytyna - niby nie powinno wyjść NIC fajnego. Otóż - błąd. Wychodzi coś cudownego. 200 g.
Wychodzą średniej wielkości trufle czekoladowe, kształtu podobnego do Hershey's kisses. Trafiły się dwie zdeformowane, płaskie, lecz je policzyłam jako jedną... i wyszło 20 sztuk - czyli każda miała w okolicy 10 g.
Obtoczone są w cienkiej warstwie niesłodkiego kakao, w środku mają aż rozpływające się, błogie, czekoladowe wnętrze.
Wkładając truflę do ust (lub jej kawałek) - czuć najpierw wytrawne (w porównaniu do reszty elementów) kakao, niesłodkie, pudrowe.
Zaraz potem dociera do nas niesamowita masa tłuszczowo-cukrowo-kakaowa, bardzo lekka, mokra, śliska, czekoladowa wersja nadzienia z Seashells, ale jeszcze lżejsza (jednak nie napuszona żadnym azotem; prędzej pianą).
Nie można jej porządnie dotknąć ani podgryzać, gdyż rozpuszcza się - tak błogo i niesamowicie, że chce się krzyczeć "achhh".
Na sam koniec rozpuszczania się trufli nabiera ona (w moim odczuciu) większej słodkości i bardziej czuć cukier, staje się po prostu słodsza. Może to kwestia tego, iż całe kakao z otoczki się wchłania do tego czasu? Nie wiem.
Smak trufli nie jest jednak jednolity, a ewoluuje w czasie; nie jest ona zupełnie mała - przez co jest czas na takie ewolucje; nie jest też zbyt duża i nie ma przymusu jej gryzienia, by za każdym razem nie zapychać sobie całych ust.
Niesamowite niebo. Bez orzechów laskowych, na niby kiepskich składnikach, a tak dobre, tak smaczne, tak błogie, tak rozpieszczające, że możnaby zjeść całe pudełko na raz, gdyby nie przesłodzenie.
Kochani! Jeśli chcecie komuś lubiącego błogie czekoladki typu Lindor zrobić fajny i niedrogi prezent - kupcie coś takiego. Dostępne też fizycznie w sklepach, widziałam chyba w jakimś Bomi. Obdarowany będzie się głupio uśmiechał (w trakcie i po konsumpcji) przez długi czas, po czym zacznie całować was po rękach za TAKĄ słodkość :>
Ocena : 6/6
Kaloryczność : 606 kcal/100 g, 1212 kcal/opak. 200 g, ~61 kcal/szt. 10 g
Zakupione : sklep internetowy http://sklep.maan-premium.pl
Cena : 8-10 zł
edit :
Z powodu gabarytów opakowania (200 g i 20 sztuk) nie byłam w stanie zjeść całego pudełka naraz, toteż wstawiłam je na noc do lodówki, na następny dzień, na słodkie drugie śniadanie. Piszę o tym, gdyż z lodówki są nieco inne niż z temperatury pokojowej.
Pomijając wiadomą konsekwencję chłodu w postaci nie-rozpuszczania się trufli w rękach ledwo po jej dotknięciu, zauważyłam ponadto :
- trufle były twardsze, dało się je spokojnie wziąć do ręki bez obawy o upaćkanie rozpuszczającą się czekoladą (upaćkać można się za to było wciąż otoczką z kakao, co oczywiście musiałam uczynić :D)
- można je było ugryźć na tyle, że nie rozpadały się ani w rękach, ani przy kontakcie z zębami - pobawiłam się więc nieco i kosztowałam ich w mniejszych kawałkach, eksperymentując ze smakiem
- były mniej słodkie - zarówno na początku, jak i na koniec
- rozpuszczały się powoooli, dopiero rozgryzione na małe kawałki rozpuszczały się tak samo szybko, jednak cała trufla czy nawet jej połowa - była obecna o wiele dłużej w ustach, wolniej rozwijała/oddawała swój smak - czyniąc mój poranek niesamowicie błogim i słodkim
poniedziałek, 4 lipca 2011
Cukierki jogurtowe z czarną porzeczką, Wawel
Podobnie jak trufle w czekoladzie z nadzieniem wiśniowym, o których pisałam parę dni temu - kupione na wagę, zatem nie posiadam danych z opakowania. Papierek jednak "odkrywa" przed nami skład cukierków.
Cukierki jogurtowe w białej polewie nadziewane. Cukier, nadzienie z czarną porzeczką 19% (przecier owocowy, syrop g-f, koncentrat czarnej porzeczki 20%, cukier, kwas cytrynowy, serwatka w proszku, lecytyna sojowa, aromaty), serwatka w proszku, proszek jogurtowy 6%, syrop glukozowy, śmietanka kremowa, tłuszcz roślinny, mleko zagęszczone słodzone, mleko pełne w proszku, lecytyna sojowa, inwertaza, aromat.
Cukierek ma zatem polewę, nie białą czekoladę, podobnie jak biały michałek. To chyba nie było zaskoczeniem. Nie spotykałam się zbyt często z tego typu cukierasami, toteż z zaciekawieniem podeszłam do tego - co to w zasadzie znaczy jogurtowy cukierek :> Takie zwykłe, typu michałki (lub też bez orzeszkowych akcentów w środku) - wiem jak traktować, ale zrobienie cukierka nie-czekoladowego, z nadzieniem owocowym w słodkiej polewie? Hm :)
Cukieras jest nieco mniejszy od białego michałka, na wielkość jak cała reszta trufli wawela, chrupanek itp. Pachnie leciutko polewą jogurtową - taką jaka jest używana do oblewania płatków śniadaniowych; z zewnątrz aromatu czarnej porzeczki - brak.
Po "otworzeniu" cukierka widać, iż polewa jeśli jest schłodzona, to lekko się łamie (gdy jest ciepła - po prostu się rozjeżdża od naporu). Wypełnienie stanowi jasna, lecz nie biała masa. Zupełnie nie przypomina pektynowego jogurtu, nie, jest po prostu typowym nadzieniem do cukierków czekoladowych. Zamiast smaku czekoladowego - jest jogurtowe. Na jego jogurtowość składa się proszek jogurtowy, domyślam się, iż te 6% to sporo; śmietanka - wygładzająca smak, mleko zagęszczone - z takim charakterystycznym smakiem oraz mleko w proszku, nadające mleczności. Kompozycję dopełnia cukier, syrop i tłuszcz roślinny, gdyż przecież cały ten jogurt musi istnieć na jakiejś bazie. Nadzienie w rzeczy samej pachnie jogurtem i nim smakuje. Śmietankowo-jogurtowo-mlecznie o konsystencji nieco ziarnistej, jak czekoladki.
Kwestia nadzienia z czarnej porzeczki. Jest go 19%, widać je w przekroju. Koloru ciemno-granatowego/fioletowego. Składa się w pierwszej kolejności z przecieru owocowego, co jest obiecujące, a 20% koncentratu czarnej porzeczki daje nadzieję. Jest nieco mniej stałe od cukierka, przecier owocowy, dżemik, galaretkowate-jak marmolada. Połączenie cukru, syropu z intensywnymi koncentratami (prawdziwymi, nie aromatami) owocowymi. Nie skutkuje to jednak intensywnym zapachem czarnej porzeczki, smakiem tym bardziej. Dla mnie prawie wszystkie te "leśne" owoce smakują tak samo, heh, no ale serio nie wiem czy jest to akurat porzeczka. Nawet nie usiłuje być kwaskowa/cierpka, jak porzeczka powinna być, jest słodka, słodko-owocowa.
Obawiałam się dziwnego połączenia, wyszło prawie-nawet w porządku. Kompozycja jednak nie wszystkim zasmakuje, bo o ile polewa do cukierka pasuje, cukierek do nadzienia, samo nadzienie do polewy również, to współistnienie wszystkich trzech elementów dla kogoś już nie koniecznie. Mogłabym się przyczepić do polewy, że to tylko polewa, ale w michałkach jest tak samo. Cukieras jest porządnie jogurtowy, tu narzekać się nie da, choć mogliby odrobinę poprawić smak. Nadzienie owocowe jest jednak dość kiepskie i chyba jest go odpowiednia ilość, zważywszy na smak. Wawel wprowadził jednak ciekawą propozycję.
Ocena : 3,5/6
Zakupione : Carrefour
Cena : 21-23 zł/kg
Cukierki jogurtowe w białej polewie nadziewane. Cukier, nadzienie z czarną porzeczką 19% (przecier owocowy, syrop g-f, koncentrat czarnej porzeczki 20%, cukier, kwas cytrynowy, serwatka w proszku, lecytyna sojowa, aromaty), serwatka w proszku, proszek jogurtowy 6%, syrop glukozowy, śmietanka kremowa, tłuszcz roślinny, mleko zagęszczone słodzone, mleko pełne w proszku, lecytyna sojowa, inwertaza, aromat.
Cukierek ma zatem polewę, nie białą czekoladę, podobnie jak biały michałek. To chyba nie było zaskoczeniem. Nie spotykałam się zbyt często z tego typu cukierasami, toteż z zaciekawieniem podeszłam do tego - co to w zasadzie znaczy jogurtowy cukierek :> Takie zwykłe, typu michałki (lub też bez orzeszkowych akcentów w środku) - wiem jak traktować, ale zrobienie cukierka nie-czekoladowego, z nadzieniem owocowym w słodkiej polewie? Hm :)
Cukieras jest nieco mniejszy od białego michałka, na wielkość jak cała reszta trufli wawela, chrupanek itp. Pachnie leciutko polewą jogurtową - taką jaka jest używana do oblewania płatków śniadaniowych; z zewnątrz aromatu czarnej porzeczki - brak.
Po "otworzeniu" cukierka widać, iż polewa jeśli jest schłodzona, to lekko się łamie (gdy jest ciepła - po prostu się rozjeżdża od naporu). Wypełnienie stanowi jasna, lecz nie biała masa. Zupełnie nie przypomina pektynowego jogurtu, nie, jest po prostu typowym nadzieniem do cukierków czekoladowych. Zamiast smaku czekoladowego - jest jogurtowe. Na jego jogurtowość składa się proszek jogurtowy, domyślam się, iż te 6% to sporo; śmietanka - wygładzająca smak, mleko zagęszczone - z takim charakterystycznym smakiem oraz mleko w proszku, nadające mleczności. Kompozycję dopełnia cukier, syrop i tłuszcz roślinny, gdyż przecież cały ten jogurt musi istnieć na jakiejś bazie. Nadzienie w rzeczy samej pachnie jogurtem i nim smakuje. Śmietankowo-jogurtowo-mlecznie o konsystencji nieco ziarnistej, jak czekoladki.
Kwestia nadzienia z czarnej porzeczki. Jest go 19%, widać je w przekroju. Koloru ciemno-granatowego/fioletowego. Składa się w pierwszej kolejności z przecieru owocowego, co jest obiecujące, a 20% koncentratu czarnej porzeczki daje nadzieję. Jest nieco mniej stałe od cukierka, przecier owocowy, dżemik, galaretkowate-jak marmolada. Połączenie cukru, syropu z intensywnymi koncentratami (prawdziwymi, nie aromatami) owocowymi. Nie skutkuje to jednak intensywnym zapachem czarnej porzeczki, smakiem tym bardziej. Dla mnie prawie wszystkie te "leśne" owoce smakują tak samo, heh, no ale serio nie wiem czy jest to akurat porzeczka. Nawet nie usiłuje być kwaskowa/cierpka, jak porzeczka powinna być, jest słodka, słodko-owocowa.
Obawiałam się dziwnego połączenia, wyszło prawie-nawet w porządku. Kompozycja jednak nie wszystkim zasmakuje, bo o ile polewa do cukierka pasuje, cukierek do nadzienia, samo nadzienie do polewy również, to współistnienie wszystkich trzech elementów dla kogoś już nie koniecznie. Mogłabym się przyczepić do polewy, że to tylko polewa, ale w michałkach jest tak samo. Cukieras jest porządnie jogurtowy, tu narzekać się nie da, choć mogliby odrobinę poprawić smak. Nadzienie owocowe jest jednak dość kiepskie i chyba jest go odpowiednia ilość, zważywszy na smak. Wawel wprowadził jednak ciekawą propozycję.
Ocena : 3,5/6
Zakupione : Carrefour
Cena : 21-23 zł/kg
sobota, 2 lipca 2011
Czekoladki Belgian hearts, Belgian
Coś wspaniałego :> 7 cudnych pralinek, z kremową masą orzechową w środku... Jak sea-shells, tylko w innym kształcie :) Ich otoczka to mieszanina ciemnej i białej czekolady, i w zależności od tego, której dali więcej - pod taki kolor otoczka podchodzi. Nadzienia są pralinowe/truflowe, no takie "mokre" i śliskie, tłuszczowe, nic jogurtowego, ani ciastowego, ani waflowego. Takie chyba typowe pralinowe, mokre noisette :) słodkie i rozpuszczające się tak błogo w ustach, że można dostać czekoladowego o*** :) Jednak po kolei.
Opakowanie/bombonierka jest mała, są większe oczywiście, ale to był drobny, mały upominek, dodatek, więc w sam raz. 7 sztuk pięknych serduszek. 65 g, czyli każda ma 9,3 g... Pan producent nazywa się "the belgian chocolate group", na jego stronie http://www.thebelgianchocolates.be/ można pooglądać asortyment. Mają do wyboru seashells w 3 kolorach opakowania i naprawdę jestem zbyt głupia, by zrozumieć czy w smaku też są różnice (niebieskie, czerwone i zielone); czekoladki caffe latte, hearts, pralines, mendiants, truffles oraz czekolady w tabliczkach. To jednak co innego niż Guylian. Polska to trudny język... zatem po polsku opis brzmi : "czekoladowych muszli Składniki - cukier, tłuszcz roślinny, masa kakaowa, masło kakaowe, mleko w proszku pełne, laktoza, odtłuszczone mleko w proszku, orzechy laskowe, proszek kakaowy odtłuszczony, lecytyna sojowa, aromaty. Czekolada 35% zawartości kakao, w mlecznej 25% kakao i 14% mleka, w białej 20% kakao (wow?) i 14% mleka." Z innych wersji językowych można się dowiedzieć o wartościach odżywczych : 5,18% białka i teraz nie wiem, bo nie znam dziwnych znaczków : czegoś jest 36,65 g i 24,34, a czegoś 52,61 g i 51,96. Podejrzewam, iż te większe wartości dotyczą węglowodanów i cukrów :) 562 kcal/100 g - tylko, bo takie pralinki (np. lindor) mają po 590 :>
Testowane opakowanie miało 4 ciemniejsze i 3 jaśniejsze czekoladki, w środku zafoliowane. Pralinki miały na sobie wzorek - paseczki (wgłębienia). Śliczne, po prostu śliczne.
Czekoladowa powłoka/skorupka jakąśtam grubość miała, toteż była zauważalna w czasie jedzenia, lecz nie dominowała pralinki. W centrum zainteresowania było powiem wypełnienie - błogo kremowe, jakby mokre, mocno laskowe, czekoladowo-laskowe w zasadzie, ale jakby na bazie czekolady mlecznej (nie wiem czy mam rację); rozpuszczające się od ciepła palców.
Czekoladki były z temperatury pokojowej i zostały skonsumowane "na raz", więc nie miałam okazji włożyć żadnej do lodówki i sprawdzić jak się zmienią po schłodzeniu.
Nadzienie za sprawą tłuszczu roślinnego, masła kakaowego jest lekko oleiste, ale takie ma być, bardzo przypomina Lindora, lecz ma smak laskowy. Sama nie wiem czemu darzę je takim uwielbieniem...
To, co zostało po 5 minutach...
Tak teraz patrzę, że strona sklepu, w którym zostały kupione ma w ofercie też inne rodzaje, nieuwzględnione na stronie producenta : czekoladki creme brulee i czekoladki-donuts z mlecznej i białej czekolady
Ocena : 6/6
Kaloryczność : 562 kcal/100 g, 365,3 kcal/opak. 7 sztuk, 52,2 kcal/szt.
Zakupione : sklep internetowy http://www.sklep.maan-premium.pl/
Cena : ~ 6 zł
Opakowanie/bombonierka jest mała, są większe oczywiście, ale to był drobny, mały upominek, dodatek, więc w sam raz. 7 sztuk pięknych serduszek. 65 g, czyli każda ma 9,3 g... Pan producent nazywa się "the belgian chocolate group", na jego stronie http://www.thebelgianchocolates.be/ można pooglądać asortyment. Mają do wyboru seashells w 3 kolorach opakowania i naprawdę jestem zbyt głupia, by zrozumieć czy w smaku też są różnice (niebieskie, czerwone i zielone); czekoladki caffe latte, hearts, pralines, mendiants, truffles oraz czekolady w tabliczkach. To jednak co innego niż Guylian. Polska to trudny język... zatem po polsku opis brzmi : "czekoladowych muszli Składniki - cukier, tłuszcz roślinny, masa kakaowa, masło kakaowe, mleko w proszku pełne, laktoza, odtłuszczone mleko w proszku, orzechy laskowe, proszek kakaowy odtłuszczony, lecytyna sojowa, aromaty. Czekolada 35% zawartości kakao, w mlecznej 25% kakao i 14% mleka, w białej 20% kakao (wow?) i 14% mleka." Z innych wersji językowych można się dowiedzieć o wartościach odżywczych : 5,18% białka i teraz nie wiem, bo nie znam dziwnych znaczków : czegoś jest 36,65 g i 24,34, a czegoś 52,61 g i 51,96. Podejrzewam, iż te większe wartości dotyczą węglowodanów i cukrów :) 562 kcal/100 g - tylko, bo takie pralinki (np. lindor) mają po 590 :>
Testowane opakowanie miało 4 ciemniejsze i 3 jaśniejsze czekoladki, w środku zafoliowane. Pralinki miały na sobie wzorek - paseczki (wgłębienia). Śliczne, po prostu śliczne.
Czekoladowa powłoka/skorupka jakąśtam grubość miała, toteż była zauważalna w czasie jedzenia, lecz nie dominowała pralinki. W centrum zainteresowania było powiem wypełnienie - błogo kremowe, jakby mokre, mocno laskowe, czekoladowo-laskowe w zasadzie, ale jakby na bazie czekolady mlecznej (nie wiem czy mam rację); rozpuszczające się od ciepła palców.
Czekoladki były z temperatury pokojowej i zostały skonsumowane "na raz", więc nie miałam okazji włożyć żadnej do lodówki i sprawdzić jak się zmienią po schłodzeniu.
Nadzienie za sprawą tłuszczu roślinnego, masła kakaowego jest lekko oleiste, ale takie ma być, bardzo przypomina Lindora, lecz ma smak laskowy. Sama nie wiem czemu darzę je takim uwielbieniem...
To, co zostało po 5 minutach...
Tak teraz patrzę, że strona sklepu, w którym zostały kupione ma w ofercie też inne rodzaje, nieuwzględnione na stronie producenta : czekoladki creme brulee i czekoladki-donuts z mlecznej i białej czekolady
Ocena : 6/6
Kaloryczność : 562 kcal/100 g, 365,3 kcal/opak. 7 sztuk, 52,2 kcal/szt.
Zakupione : sklep internetowy http://www.sklep.maan-premium.pl/
Cena : ~ 6 zł
Subskrybuj:
Posty (Atom)


























































