U mnie w 3 odsłonach, ogólnie dostępny jeszcze w wersji waniliowej.
Ryż kupiony na przecenie, za śmieszne pieniądze, dlatego też wzięłam poprawkę na możliwą jakość. Produkowany raczej nie w Polsce, napisy też po niemiecku, Netto po prostu zleciło produkcję. 175 g.
Wiśnia"Deser mleczno-ryżowy w polewie wiśniowej 12,5%". Mleko pełne, woda, ryż okrągły pełnoziarnisty, cukier, wiśnie (5,5% w produkcie), syrop g-f, mod. skrobia, substancja zagęszczająca - mączka chleba świętojańskiego, guma guar, pektyna; sól spożywcza, aromat, barwnik prawdziwy karmin.
W całym opakowaniu : białka 4,4 g, węglowodanów 35,2 g (zgroza...) - cukrów 22,2 g, tłuszczu 3,9 g (nasycony 2,6 g), błonnik 0,4 g. Zdecydowanie za dużo cukrów :)
Pomijając zawartość % wsadu, a także ilość owoców - nie podali ilości pozostałych składników, toteż nie wiem ile % jest ryżu. Mogę jedynie na oko porównać go do np. Riso. I na moje oko było go jeszcze ciut mniej. Ryż, przed zmieszaniem, był oczywiście mocno gęsty, jakby bardziej zwarty w sobie niżeli Riso - bardziej próbował trzymać się siebie niżeli łyżeczki. Miał troszkę inną konsystencję niżeli Riso, też oczywiście w stronę puddingu, ale takiego jakby bardziej mlecznego (?). Wsad był bez zaskoczenia na dole opakowania - cząstki wiśni z syropem.
Po wymieszaniu wydawało mi się, iż ciemniejsze kawałki to owe wiśnie - błąd, to był głównie pokolorowany ryż :D Karminy przyszły z pomocą, heh. Co nie znaczy, że owoców wcale nie było. Były one jednak strasznie maleńkie, było ich niesamowicie mało (w odczuciu), wyłowiłam tylko jeden nieco większy kawałek. Ryż po wymieszaniu nie stał się mocno ciemny, koloru truskawkowego też nie miał - można powiedzieć, iż kolor nie odbiegał od oczekiwanego. Nieco się rozrzedził po zmieszaniu - to naturalne. A kwestia smaku i aromatu? Zdecydowanie : był to deser mleczny, tak - zawierał w sobie ryż, radosny, twardawy, sprężysty ryż, który odsprężynowywał i chrupał (nie był rozmemłany), jednak wiśniowość była niezadowalająca. Czułam jeszcze ryżu smakowego, owocowego, słodzonego, wiedziałam że to wiśnie, ale furory nie zrobił. Nie był w smaku ani mocno wiśniowy, ani cierpki/kwaśny, ani przesłodzony, był dość mocno mleczny. Jakbym miała coś w nim zmienić, to uczyniłabym go mocniej wiśniowym, w stronę smaku cierpkiego.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 110 kcal/100 g, 193 kcal/opak. 175 g
Cynamon
Mleko pełne, woda, ryż okrągły pełnoziarnisty, syrop g-f, cukier, cynamon, mod. skrobia, substancja zagęszczająca - alginian sodu, aromat. Ciekawe, że nie ma mączki, gumy guar i pektyny, za to jest tylko jeden tego typu zagęstnik, którego wcześniej świadomie nie spotkałam. Plus żadnych barwników.
W całym opakowaniu : 4,4 g białka, 39,6 g węglowodanów (26,4 g cukrów -> jeszcze, jeszcze więcej niż przy wiśniowym, a nawet czekoladowym), 3,9 g tłuszczu (2,6 g nasyconego), 0,4 g błonnika.
Bardzo, bardzo gęsty. Bardzo smaczny, jędrny, twardawy ryż, jasnego koloru. Zawiesina, w której się znajdował była lekko puddingowa, ale było jej dość mało, bo całe miejsce zajmował ryż, heh. Gdy był dobrze schłodzony - miałam pewien problem, by porządnie nabrać go na łyżeczkę. Neutralny w smaku - nie przesiąkł zbytnio aromatem spod spodu.
Większości ryżu nie wymieszałam z syropkiem z dołu, jadłam więc pół na pół. Jaki był syrop? Był no własnie syropem, ciemnym w kolorze, co mnie aż zdziwiło, gdyż nie ma tu barwników. Gołym okiem widać było ziarenka cynamonu - było go bardzo dużo, nadawał intensywny, cynamonowy smak - lecz takiego nie-słodkiego cynamonu, nie jak z jabłkami czy w ciastach. Syropek może i był słodki, ale nie odrzucał, nie przesładzał całości. Był zaskakująco w porządku. Był rzadszy od ryżu (sam w sobie nie bardzo-bardzo leisty, lecz w porównaniu do ryżu bardzo rzadki), przez co go rozrzedzał (i dobrze, heh).
O ile miałam pewne opory w posmakowaniu tej wariacji - to w czasie jedzenia wszelkie zniknęły i rozkoszowałam się deserem do ostatniej łyżeczki.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 120 kcal/100 g, 210 kcal/opak. 175 g
Czekolada
Mleko pełne, woda, cukier, ryż okrągły pełnoziarnisty, odtłuszczony proszek kakaowy, syrop g-f, mod. skrobia, sól spożywcza, substancja zagęszczająca - karagen, wanilina, aromat. No tak... to już trzecia wersja wachlarzu zagęstników, tym razem karagen zamiast pektyny, gumy itp. Pojawiła się też wanilina, w sensie aromat waniliowy, nice.
W opakowaniu : 4,7 g białka, 39,2 g węglowodanów (25,9 g cukrów), 4 g tłuszczu (nasyconego 2,6 g), błonnika 0,9 g (dużo więcej niż w poprzednich smakach).
Ryż był bardzo gęsty, miał w sobie dużo ryżu, w odczuciu. Czułam, że naprawdę jest pełnoziarnisty, gdyż był nieco twardszy (brązowy, naturalny) od tego z Riso lub Belriso. Mi to nie przeszkadzało - bardzo lubię pełnoziarniste produkty. Ziarna bez żadnych przekłamań kolorystycznych - jasne, nieco wpadające w brąz. Po otwarciu delikatnie pachniał czekoladą (no i wszystkimi składnikami z mlecznego ryżu).
Natomiast syrop... Właśnie - to ryż z syropem czekoladowym. Syrop ma konsystencję syropu - takiego do lodów czy naleśników (ew. gofrów), którym leją w nadmorskich budkach z lodami (z takiej dużej plastikowej butli). Był bardzo ciemny, bardzo intensywnie kakaowy - pomyślałam. Jego konsystencja nie była bardzo rzadka, syropem z pewnością nie był (takim do rozcieńczania w wodzie). Na smak no... był czekoladowy, ale jakoś nie umiałam docenić jego walorów smakowych najwyraźniej, będąc zaskoczona jego intensywnością koloru, konsystencją i tym jak mocno zmieniał - bo barwił mój piękny, gęsty ryż. Po częściowym wymieszaniu kolor odrobinę złagodniał, był jednak wciąż nieco ciemniejszy od Riso; a deser był mniej puddingowy.
Ogólnie bardzo smaczny. Zaskoczył mnie tylko dlatego, gdyż spodziewałam się takiego Riso, budyniowo-puddingowego deseru, którego czekoladowy wsad smakowy również próbuje być puddingiem. Dostałam bardzo gęsty ryż z sosem czekoladowym - nota bene było go bardzo dużo (w odczuciu), nie tylko ociupinka - dlatego też tak mocno zabarwił deser i było go w ogóle czuć. Jakbym miała wybierać Paradiso czy Riso - wzięłabym Riso, ale to naprawdę nie oznacza, że mi nie smakowało. Było słodkie, ale mniej "addictive" od Mullera, mniej zasładzające. Po zjedzeniu - po prostu odłożyłam łyżeczkę, a nie uderzałam w nią w stół na znak protestu, że się już skończyło i jako wyrażenie chęci na jeszcze.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 121 kcal/100 g, 212 kcal/opak. 175 g
Zakupione : Netto
Cena : 0,99 zł
środa, 25 maja 2011
wtorek, 24 maja 2011
Jogurty breakfast mix : crunch musli, choco musli i fruit musli, Muller
Znowu jakaś nowość. 150 g. Muller się rozkręca i wprowadza do Polski naprawdę ciekawe produkty. Prócz tego zestawu nowych smaków widziałam również :
- ufo z brązowymi kulkami (truskawkowy z ciasteczkami w polewie czekoladowej)
- pirate z czarnymi (czekoladowymi ?, chrupiącymi) kulkami a'la kule armatnie
- princess z różowymi serduszkami i żółtymi gwiazdkami (jogurt malinowy z chrupkami zbożowymi oblanymi polewą z białej czekolady i różowej masy)
Nie chcąc jednak przesadzać z ilością jednorazowo kupowanych jogurtów - zdecydowałam się na breakfast mix, jakoże ufo, pirate i princess mają grupę docelową w postaci dzieci - zatem je być może spróbuję nieco później.
Crunch musli
Musli natomiast było w niedużych zlepkach, bez konkretnej wariacji smakowej typu czekoladowe/kokosowe/orzechowe, składało się z różnych rodzajów płatków - owsiane, pszenne, również z orzechów. W smaku, fakturze przypominało musli od fitelli - również mokrawe w środku, a jednocześnie chrupkie (nie tak jak chipsy/prażynki, ale jak prażone orzechy). Muszę mu przyznać, iż było bardzo smaczne. Jego słodkość była zauważalna, lecz jej intensywność dobrano wręcz idealnie : samo musli słodkie było, a po połączeniu z naturalnym jogurtem tworzyło idealnie zgraną parę - ani nie kwaśnawą, ani nie przesłodzoną. Dokładnie - nie czułam się przesłodzona po zjedzeniu tego jogurtu mimo zacukrowanego musli. Naprawdę smaczne.
Ocena : 5,5/6
Kaloryczność : 132 kcal/100 g
Choco musli
Ocena : 5,5/6
Kaloryczność : 125 kcal/100 g
Fruit musli
- ufo z brązowymi kulkami (truskawkowy z ciasteczkami w polewie czekoladowej)
- pirate z czarnymi (czekoladowymi ?, chrupiącymi) kulkami a'la kule armatnie
- princess z różowymi serduszkami i żółtymi gwiazdkami (jogurt malinowy z chrupkami zbożowymi oblanymi polewą z białej czekolady i różowej masy)
Nie chcąc jednak przesadzać z ilością jednorazowo kupowanych jogurtów - zdecydowałam się na breakfast mix, jakoże ufo, pirate i princess mają grupę docelową w postaci dzieci - zatem je być może spróbuję nieco później.
Crunch musli
130 g jogurtu plus 20 g musli. Nareszcie podali wartości odżywcze. Białko , węglowodany, tłuszcz.
O jogurtach dwukomorowych mullera już co nie co pisałam. Co producent serwuje nam tym razem? Całkowicie naturalny jogurt bez cukru - nawet nie śmietankowy, tym bardziej nie waniliowy oraz przyjemne musli w wersji crunch. Nie pamiętam już kiedy ostatnio trafiłam na tak wytrawny jogurt w wydaniach dwukomorowych. Nie dodali do niego cukru ani żadnych barwników - był więc całkowicie biały i normalnie jogurtowy (bez żelatyny, ale także bez śmietanki nadającej kremowość).Musli natomiast było w niedużych zlepkach, bez konkretnej wariacji smakowej typu czekoladowe/kokosowe/orzechowe, składało się z różnych rodzajów płatków - owsiane, pszenne, również z orzechów. W smaku, fakturze przypominało musli od fitelli - również mokrawe w środku, a jednocześnie chrupkie (nie tak jak chipsy/prażynki, ale jak prażone orzechy). Muszę mu przyznać, iż było bardzo smaczne. Jego słodkość była zauważalna, lecz jej intensywność dobrano wręcz idealnie : samo musli słodkie było, a po połączeniu z naturalnym jogurtem tworzyło idealnie zgraną parę - ani nie kwaśnawą, ani nie przesłodzoną. Dokładnie - nie czułam się przesłodzona po zjedzeniu tego jogurtu mimo zacukrowanego musli. Naprawdę smaczne.
Ocena : 5,5/6
Kaloryczność : 132 kcal/100 g
Choco musli
133 g jogurtu i 17 g musli z kawałkami czekolady. Zawartość kakao i czekolady to 9,8%. Jogurt ponownie jest naturalny - zatem składa się z mleka i bakterii :) Natomiast mieszanka czekoladowych musli to płatki owsiane, cukier, wiórki kokosowe, olej roślinny, mąka ryżowa, mleko w proszku, masło kakaowe, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, miazga kakaowa, krokant z orzechów laskowych, skrobia kukurydziana, mleko w proszku odtłuszczone, ziarna pszenicy, miód, syrop glukozowy, sól, białka mleka, aromat, gluten pszenny, mąka słodowa, fruktoza, lecytyna sojowa. Białko 5,4; węglowodany 12,7; tłuszcz 5,4, wapń 139 mg / 100 g.
Musli niestety jest w malutkich kawałkach, jest w wersji raczej crunch. Można w nim odnaleźć płatki owsiane, płatki ryżowe barwione czekoladą, kawałki orzeszków, pszenicę. Kawałki czekolady to prostokątne płatki. Jest to ciemna czekolada. Musli ponownie przypomina Fitellę, jeśli chodzi o chrupkość, wilgotność w środku. Z tą różnicą, że są tu dmuchane płatki ryżowe, bardzo fajne swoją drogą. Jest słodkie, pozalepiane cukrem i olejem, zatem w kontakcie z naturalnym jogurtem tworzy cudownie smaczną mieszankę.Sam jogurt - mocno naturalny, samo musli po prostu słodkie; łącznie dają kremowy, nie za słodki jogurt z pysznie chrupiącym musli z czekoladą.Ocena : 5,5/6
Kaloryczność : 125 kcal/100 g
Fruit musli
133 g jogurtu i 17 g musli. Jogurt z mieszanką musli z kawałkami suszonych owoców. Jogurt (mleko, żywe kultury bakterii), mieszanka owocowa musli, aromat. Mieszanka owocowa to : Płatki owsiane, cukier, woda, żurawina suszona 9% (cukier, żurawina 3,6%, olej słonecznikowy), suszone owoce 9% (puree malinowe 7%, puree jabłkowe, mąka ryżowa, pektyna), olej roślinny, pestki słoecznika, miód, pestki dyni, siemię lniane. Białko 5,2%, węglowodany 13%, tłuszcz 4,4%.
Trafił mi się rozwodniony jogurt, heh, zebrało się na nim sporo wody i mimo pozbycia się jej - jogurt i tak nie był bardzo gęsty (był po prostu normalny). Dobrze chociaż, że miał w sobie deklarowaną kremowość.
Natomiast musli... Zawiodłam się. Podobnie jak w wersji czekoladowej - podchodziło pod crunch, przyjemnie chrupać to jednak nie chrupało. Pestek dyni i słonecznika było jak na lekarstwo - może ze dwie. Suszona żurawina nie była taka zła, ale jej skład, który zaczyna się od "cukier" już sporo mówi. Natomiast cała reszta "suszonych" owoców przypominała mi bardziej smakową kostkę z musli vitelle niżeli prawdziwe owoce - były ciemne, twarde i właziły w zęby. Trzeba przyznać, że wszelakich owoców było z kąciku z musli naprawdę dużo, być może serio 18% ;)
O wiele bardziej smakowały mi poprzednie wersje - co nie oznacza, że jogurt jest niesmaczny. Po prostu mi zasmakował najmniej (dla równowagi w przyrodzie - TŻ mówi, że ten był najlepszy).
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 118 kcal/100 g
Zakupione : Auchan
Cena : 1,85 zł
O wiele bardziej smakowały mi poprzednie wersje - co nie oznacza, że jogurt jest niesmaczny. Po prostu mi zasmakował najmniej (dla równowagi w przyrodzie - TŻ mówi, że ten był najlepszy).
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 118 kcal/100 g
Zakupione : Auchan
Cena : 1,85 zł
poniedziałek, 23 maja 2011
Owocopłatki z maliną, rodzynkami i żurawiną, Bakalland
Płatki pszenno-ryżowe z pełnego ziarna obsypane malinami, zmieszane z rodzynkami i żurawiną.
Żadna to nowość, teraz są wprowadzane mixy orzechów z rodzynkami albo kandyzowanymi/suszonymi owocami (bakalland up)
Jadłam kiedyś inną wersję smakową (płatki pszenno-ryżowe z pełnego ziarna obsypane orzeźwiającą porzeczką, zmieszane z kandyzowanym ananasem i wiśnią; wspomniane przy okazji TU) - gdybym wtedy doczytała dokładniej CO mi dają, to jeszcze chętniej bym to kupiła ;)
Skład : płatki pszenno-ryżowe z pełnego ziarna 88%, rodzynki 7%, żurawina suszona 3%, maliny liofilizowane 2%. Płatki to : pszenica 40,7%, ryż 25,9%, cukier, syrop glukozowy, sól, ekstrakt słodowy jęczmienny, odtłuszczone mleko w proszku (wow?), emulgator : mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, regulator kwasowości - kwas cytrynowy, aromat malinowy. Rodzynki składają się z rodzynek i substancji konserwującej w postaci dwutlenku siarki. Natomiast żurawina to żurawina plus cukier i olej słonecznikowy. Zawiera gluten (z tego mleka chyba?), może mieć orzechy ziemne i inne orzechy - "podstawowy budulec wszechświata".
Białko 6,3%, węglowodany 77,2% (cukry 30), tłuszcz tylko 1,2% (0,7 nasycony), błonnika 3,6%, sód 0,5%. Opakowanie ma 210 g, jakby 6 małych porcji po 35 g.
Wiedząc czego się spodziewać - pysznych, dużych płatków z wtopionymi kawałkami malin, a dosypanymi rodzynkami i żurawiną - przystąpiłam do degustacji.
Niestety na początku paczki trafiła mi się porcja z małą ilością rodzynek i żurawin - aż po dwie sztuki :D Za to płatki miałam niepołamane, bardzo duże i... śliczne. Jak się im przyjrzeć, to widać wtopione fragmenciki malin (czerwone punkciki). Płatki są lekko polakierowane, w końcu musieli jakoś połączyć ze sobą pszenicę, ryż i maliny. Bardzo cieszy to, że są z pełnego ziarna.
Płatki bardzo przyjemnie pachną maliną i zapachem pszenno-ryżowym. Chrupią, a przez to że są również ryżowe - są lekkie. Moja odsypana porcja 40 g okazała się całkiem sporą porcją, byłaby zdecydowanie za duża do wsypania do małego jogurtu. Smakują leciutko kwaskowo - za sprawą kwasu cytrynowego, aromatu malinowego i samych malin. Niestety troszkę zbyt mocno się kleją do siebie (przez cukier). Bardzo smaczne. O wiele bardziej owocowe w smaku od Nestle fitness. Wielbiciele malin będą chyba zadowoleni.
Ocena : 5,5/6
Kaloryczność : 345 kcal/100 g
Zakupione : Bomi
Żadna to nowość, teraz są wprowadzane mixy orzechów z rodzynkami albo kandyzowanymi/suszonymi owocami (bakalland up)
Jadłam kiedyś inną wersję smakową (płatki pszenno-ryżowe z pełnego ziarna obsypane orzeźwiającą porzeczką, zmieszane z kandyzowanym ananasem i wiśnią; wspomniane przy okazji TU) - gdybym wtedy doczytała dokładniej CO mi dają, to jeszcze chętniej bym to kupiła ;)
Skład : płatki pszenno-ryżowe z pełnego ziarna 88%, rodzynki 7%, żurawina suszona 3%, maliny liofilizowane 2%. Płatki to : pszenica 40,7%, ryż 25,9%, cukier, syrop glukozowy, sól, ekstrakt słodowy jęczmienny, odtłuszczone mleko w proszku (wow?), emulgator : mono- i diglicerydy kwasów tłuszczowych, regulator kwasowości - kwas cytrynowy, aromat malinowy. Rodzynki składają się z rodzynek i substancji konserwującej w postaci dwutlenku siarki. Natomiast żurawina to żurawina plus cukier i olej słonecznikowy. Zawiera gluten (z tego mleka chyba?), może mieć orzechy ziemne i inne orzechy - "podstawowy budulec wszechświata".
Białko 6,3%, węglowodany 77,2% (cukry 30), tłuszcz tylko 1,2% (0,7 nasycony), błonnika 3,6%, sód 0,5%. Opakowanie ma 210 g, jakby 6 małych porcji po 35 g.
Wiedząc czego się spodziewać - pysznych, dużych płatków z wtopionymi kawałkami malin, a dosypanymi rodzynkami i żurawiną - przystąpiłam do degustacji.
Niestety na początku paczki trafiła mi się porcja z małą ilością rodzynek i żurawin - aż po dwie sztuki :D Za to płatki miałam niepołamane, bardzo duże i... śliczne. Jak się im przyjrzeć, to widać wtopione fragmenciki malin (czerwone punkciki). Płatki są lekko polakierowane, w końcu musieli jakoś połączyć ze sobą pszenicę, ryż i maliny. Bardzo cieszy to, że są z pełnego ziarna.
Płatki bardzo przyjemnie pachną maliną i zapachem pszenno-ryżowym. Chrupią, a przez to że są również ryżowe - są lekkie. Moja odsypana porcja 40 g okazała się całkiem sporą porcją, byłaby zdecydowanie za duża do wsypania do małego jogurtu. Smakują leciutko kwaskowo - za sprawą kwasu cytrynowego, aromatu malinowego i samych malin. Niestety troszkę zbyt mocno się kleją do siebie (przez cukier). Bardzo smaczne. O wiele bardziej owocowe w smaku od Nestle fitness. Wielbiciele malin będą chyba zadowoleni.
Ocena : 5,5/6
Kaloryczność : 345 kcal/100 g
Zakupione : Bomi
niedziela, 22 maja 2011
Serek homogenizowany o smaku czekoladowym z bakaliami, Carrefour
Ze spraw technicznych : opakowanie 150 g, a nie 140 czy 135, nareszcie.
W porcji jest zatem : 12 g białka, 21,8 g węglowodanów i 6,8 g tłuszczu. Przyzwoicie, bo sporo białka, węgli nie za dużo, a tłuszczyk - cóż, nie można zawsze jeść tylko produktów light, prawda? :) Z czego to natomiast jest : mleko odtłuszczone pasteryzowane, wsad o smaku czekoladowym z bakaliami 16% (rodzynki 5,4%, syrop g-f, cukier, orzech laskowy 0,8%, kakao 0,64%, orzech włoski 0,48%, aromaty, barwnik - karmel amoniakalny, woda), śmietanka pasteryzowana, żywe kultury bakterii, podpuszczka. Ochrzczone jako "ser kwasowo-podpuszczkowy półtłusty homogenizowany niedojrzewający o smaku czekoladowym z bakaliami" :D
Tak jak napisałam na wstępnie - 150 g (smakowe Danio mają 140, Menu B 135, Gratka 120), co cieszy. Cenowo tańszy niż firmowe, ale produkowany pod marką własną, więc niby mógłby być jeszcze tańszy. Ma rodzynki - w % tyle, żeby były do zauważenia, orzechy laskowe, włoskie i kakao - super, że nie np. tylko ziemne. Po lekturze opakowania można się nastawić na dużo cukru w niegęstym serku, trochę wypłowiałych rodzynek i jakieśtam orzechy, dodane "aby tylko". Zastanawiałam się też nad konsystencją - jak Danio? Bardziej w żelatynę/galaretkę (jak Zero-zero)? Nietłusty, przez co mniej twarogowy jak Menu B? A może ma w sobie coś z puddingu/budyniu, skoro czekoladowy? Czy przypomina czekoladowe Danio?
Na wierzchu zebrało się troszkę wody, dosłownie łyżeczka, po pozbyciu się jej został bardzo gęsty serek, naprawdę gęsty, co nawet widać w postaci stojącej łyżeczki. W kolorze jak czekoladowy budyń. Widoczne rodzynki i jakieś pypcie orzechów. Zapach kakaowy, owszem, ale z dużą dozą owych bakalii - lekko słone orzechy, nie sam cukier.
Serek powinien nazywać się orzechowo-czekoladowy z rodzynkami - to mówi wszystko. Nie był mocno czekoladowy, zupełnie nie jak czekoladowe są budynie, puddingi, ryże mleczne, kaszki - gdyż smak orzechowy (wraz z rodzynkami) czekoladę zdominował. Rodzynki nie były w smaku słodkie - w Danio dawały większą słodycz (dla mnie plus). Serek nie był zasłodzony, ba, można w nim było znaleźć leciutką kwaśność - dla mnie bomba! A teraz meritum : orzechy. 0,8% i 0,48% ? Mi wydawało się, że było ich ... więcej! Jakim miłym odkryciem były orzechy w kawałkach, a nie postaci przemielonej lub pasty - tutaj Danio orzech laskowy może się schować. Nie dość, że było ich w odbiorze dużo, to były w chrupiących kawałkach. Nie wiem które były laskowe, które włoskie, ale były pyszne (jak to orzechy). Nadawały serkowi charakterystyczny smak - dla produktów robionych z takich orzechów (głównie mam tu na myśli smak orzechów laskowych w produktach). Naprawdę, naprawdę dobry serek, mogliby go nawet ciutek dosłodzić (w smaku).
Ocena : 5,5/6
Kaloryczność : 131 kcal/100 g, 197 kcal/opak. 150 g
Zakupione : Carrefour
Cena : 1,09 zł
W porcji jest zatem : 12 g białka, 21,8 g węglowodanów i 6,8 g tłuszczu. Przyzwoicie, bo sporo białka, węgli nie za dużo, a tłuszczyk - cóż, nie można zawsze jeść tylko produktów light, prawda? :) Z czego to natomiast jest : mleko odtłuszczone pasteryzowane, wsad o smaku czekoladowym z bakaliami 16% (rodzynki 5,4%, syrop g-f, cukier, orzech laskowy 0,8%, kakao 0,64%, orzech włoski 0,48%, aromaty, barwnik - karmel amoniakalny, woda), śmietanka pasteryzowana, żywe kultury bakterii, podpuszczka. Ochrzczone jako "ser kwasowo-podpuszczkowy półtłusty homogenizowany niedojrzewający o smaku czekoladowym z bakaliami" :D
Tak jak napisałam na wstępnie - 150 g (smakowe Danio mają 140, Menu B 135, Gratka 120), co cieszy. Cenowo tańszy niż firmowe, ale produkowany pod marką własną, więc niby mógłby być jeszcze tańszy. Ma rodzynki - w % tyle, żeby były do zauważenia, orzechy laskowe, włoskie i kakao - super, że nie np. tylko ziemne. Po lekturze opakowania można się nastawić na dużo cukru w niegęstym serku, trochę wypłowiałych rodzynek i jakieśtam orzechy, dodane "aby tylko". Zastanawiałam się też nad konsystencją - jak Danio? Bardziej w żelatynę/galaretkę (jak Zero-zero)? Nietłusty, przez co mniej twarogowy jak Menu B? A może ma w sobie coś z puddingu/budyniu, skoro czekoladowy? Czy przypomina czekoladowe Danio?
Na wierzchu zebrało się troszkę wody, dosłownie łyżeczka, po pozbyciu się jej został bardzo gęsty serek, naprawdę gęsty, co nawet widać w postaci stojącej łyżeczki. W kolorze jak czekoladowy budyń. Widoczne rodzynki i jakieś pypcie orzechów. Zapach kakaowy, owszem, ale z dużą dozą owych bakalii - lekko słone orzechy, nie sam cukier.
Serek powinien nazywać się orzechowo-czekoladowy z rodzynkami - to mówi wszystko. Nie był mocno czekoladowy, zupełnie nie jak czekoladowe są budynie, puddingi, ryże mleczne, kaszki - gdyż smak orzechowy (wraz z rodzynkami) czekoladę zdominował. Rodzynki nie były w smaku słodkie - w Danio dawały większą słodycz (dla mnie plus). Serek nie był zasłodzony, ba, można w nim było znaleźć leciutką kwaśność - dla mnie bomba! A teraz meritum : orzechy. 0,8% i 0,48% ? Mi wydawało się, że było ich ... więcej! Jakim miłym odkryciem były orzechy w kawałkach, a nie postaci przemielonej lub pasty - tutaj Danio orzech laskowy może się schować. Nie dość, że było ich w odbiorze dużo, to były w chrupiących kawałkach. Nie wiem które były laskowe, które włoskie, ale były pyszne (jak to orzechy). Nadawały serkowi charakterystyczny smak - dla produktów robionych z takich orzechów (głównie mam tu na myśli smak orzechów laskowych w produktach). Naprawdę, naprawdę dobry serek, mogliby go nawet ciutek dosłodzić (w smaku).
Ocena : 5,5/6
Kaloryczność : 131 kcal/100 g, 197 kcal/opak. 150 g
Zakupione : Carrefour
Cena : 1,09 zł
Tortellini z wędzonym tofu, Polsoja
250 g suchego = 480 g po ugotowaniu, 2 porcje
Wiem jak smakuje makaron tortellini (z szynką, serem, grzybami). Wiem jak smakuje wędzone tofu. Mogłam więc przewidzieć jak będzie smakowało połączenie. Makaron lubię, za tofu nie przepadam.
Tortellini było chyba wcześniej przetworzone lekko, gdyż kazali gotować tylko 8 minut (takie zwykłe z paczki gotuje się dłużej), było też bardziej miękkie, nie takie jak suchy makaron (ale też nie świeże). Uszka normalnej wielkości, w paczce 250 g dokładnie 73 sztuki :D
Gotowałam na niedużym ogniu pod przykryciem jakieś 9-10 minut. Żaden makaronik się nie rozpadł, co aż mnie zdziwiło. Ugotowałam to w sumie al dente, heh. Makaron jak to makaron, normalny. Jednak nadzienie... no po zastanowieniu smakowało może jak tofu wędzone, ale nie było wymoczkowate, wodniste, zbyt sprężyste (było twardawe, ale o wiele bardziej miękkie od nadzień szynkowych). Było... bardzo smaczne. Zadziwiłam sama siebie - tofu smakować? Mi smakować? No ale smakowało i to bardzo. Nadzienie było o wiele bardziej wyraziste w smaku niżeli serowe lub szynkowe, było od nich smaczniejsze, o wiele. Nawet TŻ stwierdził, że lepsze (na wyrazistość) od klasycznych. Nie było go też za mało - było do wyczucia. Cały makaronik, nierozpadnięty, al dente był przepyszny - ewentualne negatywne naleciałości nadzienia wynikające z bycia wędzonym tofu zostały niejako "zabezpieczone" przez smaczny makaron. Wcale nie trudno było to dobrze ugotować - normalne suche z paczki albo się niedogotowuje (makaron jest ok, ale nadzienie niesamowicie twarde), albo rozgotowuje (makaron się rozpada, nadzienie ucieka). Nieraz zdarzało mi się jeść "potrawę z" tortellini - osobno makaroniki, osobno wyłowione, wypłowiałe (wygotowane) nadzienie, heh. Ten sposób serwowania produktu przez producenta - pakowane hermetycznie, przechowywane w lodówce ze stosunkowo krótką datą (ze 3 tygodnie?) zamiast wielomiesięcznej - naprawdę zdaje egzamin. A opakowanie 250 g, licząc że zostanie podane z dużą ilością surówki/warzyw jest rzeczywiście na dwie porcje.
Odstrasza tylko cena. 7-8 zł normalnie, 6 w promocji. 2 razy więcej niż zwykłe, tanie tortellini.
Ocena : 5/6 (nie 6, no bo to przecież... tofu... :D)
Kaloryczność : 219 ? kcal/porcja 240 g po ugotowaniu (pół opakowania)
Zakupione : Real
Cena : 5,99 zł (promocja)
Wiem jak smakuje makaron tortellini (z szynką, serem, grzybami). Wiem jak smakuje wędzone tofu. Mogłam więc przewidzieć jak będzie smakowało połączenie. Makaron lubię, za tofu nie przepadam.
Tortellini było chyba wcześniej przetworzone lekko, gdyż kazali gotować tylko 8 minut (takie zwykłe z paczki gotuje się dłużej), było też bardziej miękkie, nie takie jak suchy makaron (ale też nie świeże). Uszka normalnej wielkości, w paczce 250 g dokładnie 73 sztuki :D
Gotowałam na niedużym ogniu pod przykryciem jakieś 9-10 minut. Żaden makaronik się nie rozpadł, co aż mnie zdziwiło. Ugotowałam to w sumie al dente, heh. Makaron jak to makaron, normalny. Jednak nadzienie... no po zastanowieniu smakowało może jak tofu wędzone, ale nie było wymoczkowate, wodniste, zbyt sprężyste (było twardawe, ale o wiele bardziej miękkie od nadzień szynkowych). Było... bardzo smaczne. Zadziwiłam sama siebie - tofu smakować? Mi smakować? No ale smakowało i to bardzo. Nadzienie było o wiele bardziej wyraziste w smaku niżeli serowe lub szynkowe, było od nich smaczniejsze, o wiele. Nawet TŻ stwierdził, że lepsze (na wyrazistość) od klasycznych. Nie było go też za mało - było do wyczucia. Cały makaronik, nierozpadnięty, al dente był przepyszny - ewentualne negatywne naleciałości nadzienia wynikające z bycia wędzonym tofu zostały niejako "zabezpieczone" przez smaczny makaron. Wcale nie trudno było to dobrze ugotować - normalne suche z paczki albo się niedogotowuje (makaron jest ok, ale nadzienie niesamowicie twarde), albo rozgotowuje (makaron się rozpada, nadzienie ucieka). Nieraz zdarzało mi się jeść "potrawę z" tortellini - osobno makaroniki, osobno wyłowione, wypłowiałe (wygotowane) nadzienie, heh. Ten sposób serwowania produktu przez producenta - pakowane hermetycznie, przechowywane w lodówce ze stosunkowo krótką datą (ze 3 tygodnie?) zamiast wielomiesięcznej - naprawdę zdaje egzamin. A opakowanie 250 g, licząc że zostanie podane z dużą ilością surówki/warzyw jest rzeczywiście na dwie porcje.
Odstrasza tylko cena. 7-8 zł normalnie, 6 w promocji. 2 razy więcej niż zwykłe, tanie tortellini.
Ocena : 5/6 (nie 6, no bo to przecież... tofu... :D)
Kaloryczność : 219 ? kcal/porcja 240 g po ugotowaniu (pół opakowania)
Zakupione : Real
Cena : 5,99 zł (promocja)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















































