sobota, 2 lipca 2011

Czekolada Schogetten kokosowa, Trumpf

O Schogetten zdarzyło mi się już pisać - pralinowa była pyszna, tiramisu w istocie smakowała tiramisu. Tym razem miałam przyjemność z kokosową - nadziewaną kremem kokosowym - dokładnie.
Klasyczne 18 kostek, 3 rzędy po 6, osobne, z gwiazdką na górze; leżące na tekturce, zawinięte w sreberko (nie hermetycznie).
Spodziewałam się śmietankowo-jogurtowego nadzienia o smaku kokosowym, jak te wszystkie bazy pod nadzienia owocowe, które tak skrupulatnie omijam, bo nie lubię. Skład czytałam dopiero przy jedzeniu, ucieszyłam się, iż są tam wiórki i pasta kokosowa. Nadzienia 32%, pasty 1,5%, wiórek 1,5%, masy kakaowej 30%, białka 4,8 g, węglowodanów 57, tłuszczu 30.
Bardzo zdziwiło mnie to, iż nadzienie było...
... nieco płynne. Oczywiście nie płynne, ani nawet nie pół-płynne (jak karmel), nie było jednak stałe, jak w czekoladach tiramisu. Nie przypominało nadzienia z pralinek chociażby Mieszko, ani po prostu nadzień kokosowych z pralinek lub czekoladek (czekoladowe nadziewane cukierki).
To było dziwne, bo ani nie żelkowe/dżemowate, ani nie jogurtowe, ani nawet nie jak Bounty. Było bardzo ciekawe, taki śliski, mokry, nieco płynny krem.
Jedząc je dało się wyczuć wiórki kokosa, co było bardzo przyjemne. Było słodkie, rozpuszczało się w ustach pozostawiając po sobie owe wiórki. Nie było jednak ulepkiem, jakby tylko rozpuścili dużo cukru w odrobinie wody :>
Ciekawe i nawet smaczne. W aromatach (skład) jest aromat waniliowy - chyba rzeczywiście coś takiego było, chociaż ja bym powiedziała o niesamowicie subtelnej, ale jednak nucie czegoś alkoholowego jakby? Jednak to chyba tylko moja wyobraźnia.
Sama czekolada - alpejska, pełnomleczna, zatem z porządną ilością laktozy, mleka w proszku, smakowała czekoladowo-mlecznie. Jadłam prawie-prosto-z-lodówki, toteż nie rozpuszczała mi się w palcach i raczej łamała, chrupała niżeli odkształcała po wzięciu do ręki. Słodka, lecz nie przesadnie (Milka nieco słodsza).
Czekolada zawierała też pastę z orzechów laskowych - jak Milka, tyle tylko, iż nie wiem czy wsadzili ją w czekoladę czy w nadzienie, ale chyba w czekoladę :>
Po szoku, jakim była dla mnie konsystencja nadzienia, stwierdzić muszę, iż mleczna czekolada najzupełniej pasowała do kokosowego nadzienia; deserowa pasowałaby również. Zjedzenie jej było ciekawym doświadczeniem, gdyż nie jadłam nigdy takiego nadzienia (jedynie "stałe" lub pół-płynne). Smakowała mi, chociaż nie wysunęła się na prowadzenie.

Ocena : 5/6
Kaloryczność : 517 kcal/100 g, ok. 29 kcal/kostka
Zakupione : jako prezent
Cena : różnie, największa promocja to 1,99 zł; najdrożej prawie 4 zł

Czekoladki Belgian hearts, Belgian

Coś wspaniałego :> 7 cudnych pralinek, z kremową masą orzechową w środku... Jak sea-shells, tylko w innym kształcie :) Ich otoczka to mieszanina ciemnej i białej czekolady, i w zależności od tego, której dali więcej - pod taki kolor otoczka podchodzi. Nadzienia są pralinowe/truflowe, no takie "mokre" i śliskie, tłuszczowe, nic jogurtowego, ani ciastowego, ani waflowego. Takie chyba typowe pralinowe, mokre noisette :) słodkie i rozpuszczające się tak błogo w ustach, że można dostać czekoladowego o*** :) Jednak po kolei.
Opakowanie/bombonierka jest mała, są większe oczywiście, ale to był drobny, mały upominek, dodatek, więc w sam raz. 7 sztuk pięknych serduszek. 65 g, czyli każda ma 9,3 g... Pan producent nazywa się "the belgian chocolate group", na jego stronie http://www.thebelgianchocolates.be/ można pooglądać asortyment. Mają do wyboru seashells w 3 kolorach opakowania i naprawdę jestem zbyt głupia, by zrozumieć czy w smaku też są różnice (niebieskie, czerwone i zielone); czekoladki caffe latte, hearts, pralines, mendiants, truffles oraz czekolady w tabliczkach. To jednak co innego niż Guylian. Polska to trudny język... zatem po polsku opis brzmi : "czekoladowych muszli Składniki - cukier, tłuszcz roślinny, masa kakaowa, masło kakaowe, mleko w proszku pełne, laktoza, odtłuszczone mleko w proszku, orzechy laskowe, proszek kakaowy odtłuszczony, lecytyna sojowa, aromaty. Czekolada 35% zawartości kakao, w mlecznej 25% kakao i 14% mleka, w białej 20% kakao (wow?) i 14% mleka." Z innych wersji językowych można się dowiedzieć o wartościach odżywczych : 5,18% białka i teraz nie wiem, bo nie znam dziwnych znaczków : czegoś jest 36,65 g i 24,34, a czegoś 52,61 g i 51,96. Podejrzewam, iż te większe wartości dotyczą węglowodanów i cukrów :) 562 kcal/100 g - tylko, bo takie pralinki (np. lindor) mają po 590 :>
Testowane opakowanie miało 4 ciemniejsze i 3 jaśniejsze czekoladki, w środku zafoliowane. Pralinki miały na sobie wzorek - paseczki (wgłębienia). Śliczne, po prostu śliczne.
Czekoladowa powłoka/skorupka jakąśtam grubość miała, toteż była zauważalna w czasie jedzenia, lecz nie dominowała pralinki. W centrum zainteresowania było powiem wypełnienie - błogo kremowe, jakby mokre, mocno laskowe, czekoladowo-laskowe w zasadzie, ale jakby na bazie czekolady mlecznej (nie wiem czy mam rację); rozpuszczające się od ciepła palców.
Czekoladki były z temperatury pokojowej i zostały skonsumowane "na raz", więc nie miałam okazji włożyć żadnej do lodówki i sprawdzić jak się zmienią po schłodzeniu.
Nadzienie za sprawą tłuszczu roślinnego, masła kakaowego jest lekko oleiste, ale takie ma być, bardzo przypomina Lindora, lecz ma smak laskowy. Sama nie wiem czemu darzę je takim uwielbieniem...
To, co zostało po 5 minutach...
Tak teraz patrzę, że strona sklepu, w którym zostały kupione ma w ofercie też inne rodzaje, nieuwzględnione na stronie producenta : czekoladki creme brulee i czekoladki-donuts z mlecznej i białej czekolady

Ocena : 6/6
Kaloryczność : 562 kcal/100 g, 365,3 kcal/opak. 7 sztuk, 52,2 kcal/szt.
Zakupione : sklep internetowy http://www.sklep.maan-premium.pl/
Cena : ~ 6 zł

Kawa mrożona Caffreze macchiato, Bacha

Też w wersji cappuccino. 200 ml. Kofeina 30 mg/100 ml.
Mleko częściowo odtłuszczone 89%, zaprawa kawowa typu macchiato (woda, ekstrakt kawy 0,8%, kukurydziana skrobia mod., kakao, aromaty, regulatory kwasowości, przeciwutleniacz), cukier. Białka 3%, węgli 10,7%, tłuszczu 1,2%.
Pijałam niedawno mrożone kawy z Biedronki, chciałam więc sprawdzić czy inne też się nadają. Ta była całkiem dobra. Nie była tak moje ukochane typowe macchiato, ale smakowała śmietanką (tym tłuszczykiem), słabą kawą i nutką czekolady/kakao.
Nie była ani za mało, ani zbyt słodka. Po prostu w porządku, jak na mrożoną, kupną kawę.

Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 66 kcal/100 ml, 132 kcal/kubek
Zakupione : sieć 34
Cena : 2,65 zł

Kawa vanilla, Nescafe

Kupowane pojedynczo. W proszku jest tylko niecałe 10% kawy rozpuszczalnej, reszta to dodatki.
Nie jest to ani cappuccino, ani macchiato... po prostu kawa rozpuszczalna z mlekiem i cukrem, z ogromną pianką, o smaku waniliowym. Proszek pachniał cudownie waniliowo :> Jak waniliowe mleko.
Po zalaniu - cudna, lecz aromat wanilii nieco uciekł.
W smaku - ponownie ledwo słodkie. Niestety... nie smakowała aż tak dobrze, jak bym chciała, gdyż nie smakowała ani kawą, ani latte, ani cappuccino.
Coś jak napój z mleka z proszku, a w zasadzie to ze śmietanką, odrobiną cukru i jakimś aromatem. Smakowało jakby było z dodatkiem śmietanki, ale nie smakowało wanilią, a szkoda.

Ocena : 3/6
Kaloryczność : 76/porcja
Zakupione : Abo
Cena : 0,70 zł

Jogurt Jovi 0% bez cukru : wanilia, Lactalis

Już o nim pisałam, jednak teraz go zmienili. Na pierwszy rzut oka - że bez cukru i z pokruszoną laską wanilii, ok, ale po wgłębieniu się wyszło, że zmieniły się też wartości odżywcze. I już nie jest to 47 kcal, ale 40 na 100 g, inna zawartość białka itd. Pozostała wanilia w składzie :> W sumie..., dla porównania nowa wersja :
Stara wersja :
Jogurt w zasadzie jest taki sam, jak był - gęsty (jak na pitny), aromatyczny, mocno waniliowy, lecz wciąż mleczny, niesztuczny w smaku.
Po prostu dobry. Nie zmienił się. Po prostu wskazuję, iż go nieco odświeżyli :)
Nie przesadzili z dosładzaniem, jogurt był wręcz nieco kwaskowy; na tyle gęsty, że dało się "pisać" po jego powierzchni, może nie litery, ale kształty tak i zostawały one na nim :>

Ocena : bez zmian
Kaloryczność : 40 kcal/100 g, 100 kcal/but. 250 g
Zakupione : sieć 34
Cena : 1,89 zł (promocja)

piątek, 1 lipca 2011

Chipsy Lay's stix burgersos, Fritolay

Chipsy ziemniaczane o smaku sosu do burgera.
Czemu sosu do burgera, a nie burgera - nie wiem. Mała paczuszka 30 g zawiera w sobie : 154 kcal, 1,8 g białka, 15,7 g węglowodanów (0,9 cukru), 9,1 g tłuszczu (3 nasyconego), 1,3 g błonnika i 0,23 g sodu. Skład : ziemniaki, olej roślinny (w tym 32% słonecznikowego w mieszance olejów roślinnych), preparat aromatyzujący o smaku sosu do burgera (glukoza, cukier, aromaty - z czosnkiem, śmietaną w proszku i gorczycą, wzmaczniacze smaku - glutaminian monosodowy, guanylan disodowy, inozynian disodowy, regulator kwasowości dioctan sodu, maltodekstryna), sól.
Przypominać mają cienkie frytki. Z chipsami typu sticks spotykałam się już, złościły mnie - nie dało się ich porządnie złapać - albo po 20 sztuk, albo dziubanie po 1... :]
Paczuszka tak zwana "na spróbowanie", zatem zalecana możliwość otwarcia jej wzdłuż dłuższego boku nieco śmieszy, heh, z kim bowiem można się aż tak zawzięcie dzielić 30 gramami chipsów, żeby potrzebne było boczne otwarcie? Nieważne :)
Wielkość i kształt chipsów - taki jak w przypadku keczupowych/pomidorowych Stix-ów, tego nie zmienili. Sos do burgera miał być chyba połączeniem sosu musztardowego?, czosnkowego, keczupu i cebuli. Wyszło całkiem ciekawie.
Kolor chipsów nie był zbyt blady, ale też nie przesadzony jak czasem potrafi być smak paprykowy. Zapach - ziemniaki z tłuszczykiem, czosnek, trochę śmietanki i aromaty. Mieszanka przyprawowa jak zawsze - oblepiająca paluchy :> Chipsy bardzo fajnie chrupiące, jak porządne chipsy od Lays, choć czuć jednak ten użyty olej. Chyba będę musiała się przerzucić na chipsy wypiekane, bo do wielomiesięcznym odstawieniu chipsów i chrupek - każde ostatnie podejście do nich kończy się skrzywieniem nosa, ze względu na smak oleju. Trudno mi powiedzieć jaki dokładnie smak miał ten "sos", bo czułam w nim zarówno nuty keczupu, czosnku i cebuli :) Dobre było to, że sos łączył w sobie te smaki i nie trzeba było dokonywać wyboru przy zakupie chipsów czy ma się ochotę bardziej na keczup czy bardziej na czosnek :) Niestety - trafiło się parę zbyt przypieczonych, w zasadzie przypalonych chipsów, no i to "dłubanie" - albo po 1 sztuce, albo po 8 ;) Jak komuś to nie przeszkadza - to polecam, bo smak miały porządnie ciekawy i po prostu smaczny.

Ocena : 5/6
Kaloryczność : 515 kcal/100 g, 154 kcal/paczka 30 g
Zakupione : kiosk na osiedlu
Cena : 1,30 zł

Jogurt Ale ziarno! truskawkowy, Danone

230 g. Drugi smak z serii. Choć nie lubię truskawkowych, to postanowiłam dać mu szansę i sprawdzić czy jest taki sam w konsystencji, ma tyle samo ziaren itp.
Jogurt truskawkowy ze zbożami - truskawki 3%, zboża 3,2%. Skład : mleko pasteryzowane, wsad z owocami i zbożami (woda, cukier, truskawki, pszenica, jęczmień, żyto, owies, gryka, amarantus, ryż, proso, siemię lniane, otręby pszenne, otręby żytnie, sok z czarnej marchwii, stabilizatory - skrobia mod., karagen, guma guar, aromaty, kwas cytrynowy), serwatka odtworzona, cukier, skrobia mod., żelatyna wieprzowa, żywe kultury bakterii.
W 100 g : 2,6 białka, 16,2 węglowodanów (12,7 cukru), 2,1 tłuszczu (1,4 nasycony), 0,5 błonnika.
Niestety - nie przypadł mi do gustu. O ile konsystencja była podobna, znów zabawnie się ciągnął, a ilość uroczych ziaren była taka sama - to w smaku był jedynie truskawkowy.
Tak, były 3 % truskawek, ale nie były w ładnych kawałkach, tylko jakiejś rozdrobnionej paciaji. Nie smakował jak strasznie tani jogurt o smaku..., lecz brakowało mu do bycia naprawdę fajnym.
Sprawę ratował fakt śmiesznej konsystencji, naturalnego barwnika, większej gramatury opakowania oraz niesamowitych ziaren. Ziarna, najprzeróżniejsze, mocno sprężyste były super. Było ich sporo, choć z ilością nie przesadzili (równie dobrze mogliby dać jeszcze więcej).
W ogólnym odbiorze - mógł być, choć z musli o smaku cappuccino smakował lepiej :>
Wersja jabłko-gruszka smaczniejsza i to ją właśnie kupię, jeśli będę chciała owocowy jogurt z ziarnami.

Ocena : 4/6
Kaloryczność : 94 kcal/100 g, 216,2 kcal/opak. 230 g
Zakupione : Bomi
Cena : 1,85 zł

Trufle z nadzieniem wiśniowym, Wawel

Konkretnie to trufle w czekoladzie, z soczystym nadzieniem wiśniowym, heh. Porządnej wielkości, 3 sztuki to jakieś 230 kcal i 50 g wagi, mniej więcej.
Kupowałam je na wagę w markecie, za 21 zł chyba, może 23, zatem nie mam żadnego opakowania z danymi dotyczącymi wartości odżywczych, wagi, składu, a z powodu tego, iż weszły do sprzedaży dopiero pół roku temu - w internecie też nie ma zbyt dużo informacji na ten temat. Z resztą - czy to ważne? :)
Cukierek zawinięty jest jak cukierek - papierek ma dwa zawinięcia na końcach, śliskie sreberko, bardzo przyjemne. Po odwinięciu - nos raczy bardzo przyjemny zapach czekolady, takiej jakby mokrej czekolady, polewowej oraz nuta wiśniowa. Cukierek jest prostokątny, nawet spory.
Czekolada, która go okrywa jest, chyba, deserowa i to się chwali; nie zniosłabym tu wersji mlecznej.
Nadzienie wiśniowe jest formą dżemowo-żelowo-przecierową. Przepięknie pachnie, ma wiśniowy kolorek. Sama trufla również ma odpowiedni kolor. To połączenie trzech elementów : pysznej trufli (nie-rumowe trufle bardzo lubię), fajnej czekolady jako polewy oraz wiśniowego, aromatycznego nadzienia. Niektórym takie połączenie smaków nie odpowiada, mi natomiast odpowiada bardzo.
Mogłabym zgłosić pewne zastrzeżenia co do ogólnej konsystencji trufli - że to za bardzo się rozpływa, to jest zbyt takie/siakie; byłam jednak truflą zauroczona.
Czekoladka bardzo mi smakowała - zarówno sama trufla, jak i wawelowska czekolada (normalna dla nich) oraz nadzienie. Całość nie była za słodka, bo smaki się jakoś równoważyły. Po prostu porządny, fajny czekoladowy, spory, cukierek :>

Ocena : 5/6
Zakupione : Carrefour
Cena : ok. 21-23 zł/kg