Tabliczka zawierała aż 30 malutkich prostokątnych kosteczek (5x6). Mimo zastosowania fruktozy zamiast cukru czekolada była tak samo kaloryczna jak przeciętna, a nawet bardziej ;)
Występuje tak w ogóle w wielu smakach, ale "kochana rodzicielka" upominek dla mnie kupowała najwyraźniej bezpośrednio pod siebie i wybrała taki, a nie inny smak (np. nadzienie nugatowe lub z orzechami). Nie dość, że gorzka - a koneserką nie jestem i nie umiem docenić dobrej, gorzkiej czekolady; to w dodatku z cynamonem - przyprawą która pasuje mi tylko do jabłek, ewentualnie ciastek. Nie wypadało jednak nie spróbować.
Ciekawostką jest opis czekolady : na oryginalnym opakowaniu cynamonu jest 0,5%, na polskiej plakietce 1,5%...
Moja siostra odkryła w niej nutę pomarańczową - nikt nie wie dlaczego, heh. Wg mojej mamy to po prostu bardzo smaczna, gorzka czekolada. Dla mnie natomiast tak - była to wysokiej jakości gorzka czekolada (wysoka zawartość kakao, bez paskudnych tłuszczy roślinnych), cynamonu w początkowej fazie rozpuszczania się kostki nie było czuć, później jednak czuć było drobinki przyprawy, które bardziej drażniły niż pieściły podniebienie. Nie przemówiła do mnie, nie zjadłabym jej ponownie, ale co kto lubi.
Ocena : 4,5/6 (za jakość i możliwość zastosowania u cukrzyków)
Kaloryczność : 551 kcal/100 g
Zakupione : Bomi
Cena : powyżej 5 zł
środa, 27 kwietnia 2011
Alpejskie mleczko malinowa rozkosz, Milka
380 g = 30 szt.
Czekolady mlecznej 26%, bez typowego tłuszczu roślinnego (prócz lecytyny sojowej). Masy kakaowej w czekoladzie min. 45% - a więc naprawdę dużo, jak na mleczną. Malin, suszonych, słodzonych "aż" 0,08%...
Pianka faktycznie ma różowy kolor, szkoda że głównie przez koszenilę. Mleczko pięknie pachnie - trochę sztucznymi malinami, trochę śmietanką oraz mleczną czekoladą. Dopiero co otwarte bardzo kusi swoją lekkością i słodkim smakiem.
Czekolada jest typową mleczną czekoladą Milki - uroczo mleczna i słodka, lekko łamliwa, rozpływająca się błogo w ustach. Pianka natomiast jest bardzo lekka - ten wariant smakowy nie jest inny. Niestety - spodziewałam się nieco innego smaku samej pianki. Być może była przyjemnie malinowa, jednak w smaku była to śmietankowa, zasłodzona malina, a nie soczysty, pyszny owoc; smak malinowy zupełnie niepodobny do galaretki malinowej czy chociażby jogurtu (z lepszej półki). Lekka, śmietankowo-malinowa, słoodka pianka jakoś do mnie nie przemówiła.
Dobre, chociaż mogłoby być lepsze.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 430 kcal/100 g, 54,5 kcal/szt.
Zakupione : Auchan
Cena : 8,95 zł
Czekolady mlecznej 26%, bez typowego tłuszczu roślinnego (prócz lecytyny sojowej). Masy kakaowej w czekoladzie min. 45% - a więc naprawdę dużo, jak na mleczną. Malin, suszonych, słodzonych "aż" 0,08%...
Pianka faktycznie ma różowy kolor, szkoda że głównie przez koszenilę. Mleczko pięknie pachnie - trochę sztucznymi malinami, trochę śmietanką oraz mleczną czekoladą. Dopiero co otwarte bardzo kusi swoją lekkością i słodkim smakiem.
Czekolada jest typową mleczną czekoladą Milki - uroczo mleczna i słodka, lekko łamliwa, rozpływająca się błogo w ustach. Pianka natomiast jest bardzo lekka - ten wariant smakowy nie jest inny. Niestety - spodziewałam się nieco innego smaku samej pianki. Być może była przyjemnie malinowa, jednak w smaku była to śmietankowa, zasłodzona malina, a nie soczysty, pyszny owoc; smak malinowy zupełnie niepodobny do galaretki malinowej czy chociażby jogurtu (z lepszej półki). Lekka, śmietankowo-malinowa, słoodka pianka jakoś do mnie nie przemówiła.
Dobre, chociaż mogłoby być lepsze.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 430 kcal/100 g, 54,5 kcal/szt.
Zakupione : Auchan
Cena : 8,95 zł
Kotlety sojowe a'la schabowe o smaku kurczaka, Orico, Polgrunt
100 g = 16 szt. W opakowaniu : węglowodany 16,8 g; białko 50 g; tłuszcze 1,2 g; sód 0,4 g; błonnik 19 g.
Po poprzednich doświadczeniach z kotletami sojowymi niby-schabowymi w wersji naturalnej chciałam się przekonać czy te o smaku kurczaka są smaczniejsze. Postąpiłam oczywiście niezgodnie z instrukcją z opakowania, gdyż zamiast zalać je gorącą wodą - poddusiłam je w drobiowym bulionie na patelni przez chwilę; odsączyłam (nie przesadzając).
W czasie namaczania.
W panierce.
Zrobiłam dwie wersje - z panierką i bez panierki. Usmażone na tłuszczu w panierce wyglądały jak przeciętne, normalne kotlety, nie mam nawet zdjęcia :) Natomiast ponownie podduszone na patelni wyglądały tak :
W smaku jakoś zasadniczo nie różniły się od swoich nie-kurczakowych braci. Były rzeczywiście bardziej drobiowe, ale to naprawdę tylko kwestia przypraw. Jeśli ktoś nie boi się doprawiania na własną rękę - może z powodzeniem kupić smak klasyczny i doprawić go czymkolwiek, wedle uznania.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 278 kcal/100 g suchej masy
Zakupione : Real
Cena : 2,79 zł
Po poprzednich doświadczeniach z kotletami sojowymi niby-schabowymi w wersji naturalnej chciałam się przekonać czy te o smaku kurczaka są smaczniejsze. Postąpiłam oczywiście niezgodnie z instrukcją z opakowania, gdyż zamiast zalać je gorącą wodą - poddusiłam je w drobiowym bulionie na patelni przez chwilę; odsączyłam (nie przesadzając).
W czasie namaczania.
W panierce.
Zrobiłam dwie wersje - z panierką i bez panierki. Usmażone na tłuszczu w panierce wyglądały jak przeciętne, normalne kotlety, nie mam nawet zdjęcia :) Natomiast ponownie podduszone na patelni wyglądały tak :
W smaku jakoś zasadniczo nie różniły się od swoich nie-kurczakowych braci. Były rzeczywiście bardziej drobiowe, ale to naprawdę tylko kwestia przypraw. Jeśli ktoś nie boi się doprawiania na własną rękę - może z powodzeniem kupić smak klasyczny i doprawić go czymkolwiek, wedle uznania.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 278 kcal/100 g suchej masy
Zakupione : Real
Cena : 2,79 zł
poniedziałek, 25 kwietnia 2011
Wielkanocne specjały, cz. 2
Jeszcze dwie firmy, którymi było warto się zainteresować na święta : Riegelein oraz Baron.
O ile od Barona udało mi się uratować aż 3 czekoladowe talarki przed moją żarłoczną rodzinką :D to Riegelein nie miał już takiego szczęścia i został się tylko jeden mały, biedny zajączek :D
niedziela, 24 kwietnia 2011
Czekolady wielkanocne : Rakpol, Friedel oraz Lindt
Mały przegląd wyrobów wielkanocnych Rakpolu :
Smaczne, nie czekolado-podobne, miło rozpuszczalne, mleczne, jednak nie najwyższych lotów. Nadzienie z jajeczek kakaowe, dosyć smaczne, nie mogę mu wiele zarzucić.Zając od Friedelu :
Bardzo smaczny, choć największego plusa ma i tak za sreberko - cudny jest! :)
I "klasyki" od Lindta, w 3 odsłonach : 100 g, 50 g oraz zestawu 5 sztuk po 10 g :) (ogólnie dostępne były też większe) :
O Lindt pisać nie muszę :) Po prostu pycha...
Kawa Davidoff cafe grande cuvee rich aroma 100% arabica, Tchibo
O niej krótko, gdyż jest po prostu smaczna. Ma taki ciekawy aromat, inny od Douwe, no i ma aromat, w przeciwieństwie do Nescafe i jej podobnych ;)
Dość ciekawe opakowanie.
Ocena : 5/6
Dość ciekawe opakowanie.
Ocena : 5/6
sobota, 23 kwietnia 2011
Manna poranna malinowa, Maćkowy
Białko 2,9%, węglowodany 18,4%, tłuszcz 6%. Mleko odtłuszczone, śmietanka, cukier, wsad malinowy (cukier, maliny 2,3%, syrop g-f, koncentrat czarnej marchwi, skrobia mod. kukurydziana, guma ksantanowa, pektyna, aromat, cytrynian sodu), kasza manna 5%, guma tara, mączka chleba świętojańskiego, karagen, sól, aromat waniliowy.
Bardzo lubię malinowe rzeczy, a po poprzednich smakach tej kaszki miałam spore oczekiwania - niespełnione niestety.
Kaszka przyjemnie pachnie, tradycyjnie wsad owocowy znajduje się na dole. Baza kaszki taka, jak przy innych smakach do wymieszania - śmietankowo-waniliowa, dość gęsta, nie żelkowa, tylko śmietanowa właśnie. Wsad owocowy jednak był na tyle rzadki - i to mimo tony zagęstników - iż dosyć znacząco rozrzedził kaszkę i nie była już tak mocno gęsta jak lubię ;) Wsad nie miał typowo malinowego koloru - był ciut ciemniejszy, za sprawą czarnej marchwi? Owoców nie było prawie wcale, a ich fragmenty były tak małe, iż prawie nie do zauważenia. Kaszy manny tylko 5%, choć w smaku nie było zbyt mało. Szkoda, że kaszkę musieli zagęszczać, ale jak widać musieli.
W smaku nie była intensywnie malinowa. Ja rozumiem, że to tylko miało smakować malinowo, czułam jednak niedosyt smaku. Na szczęście cała kompozycja była zadowalająca; wyszła odrobinę zbyt rzadka, odrobinę za mało malinowa, ale dobra.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 139 kcal/100 g, 208,5 kcal/opak. 150 g
Bardzo lubię malinowe rzeczy, a po poprzednich smakach tej kaszki miałam spore oczekiwania - niespełnione niestety.
Kaszka przyjemnie pachnie, tradycyjnie wsad owocowy znajduje się na dole. Baza kaszki taka, jak przy innych smakach do wymieszania - śmietankowo-waniliowa, dość gęsta, nie żelkowa, tylko śmietanowa właśnie. Wsad owocowy jednak był na tyle rzadki - i to mimo tony zagęstników - iż dosyć znacząco rozrzedził kaszkę i nie była już tak mocno gęsta jak lubię ;) Wsad nie miał typowo malinowego koloru - był ciut ciemniejszy, za sprawą czarnej marchwi? Owoców nie było prawie wcale, a ich fragmenty były tak małe, iż prawie nie do zauważenia. Kaszy manny tylko 5%, choć w smaku nie było zbyt mało. Szkoda, że kaszkę musieli zagęszczać, ale jak widać musieli.
W smaku nie była intensywnie malinowa. Ja rozumiem, że to tylko miało smakować malinowo, czułam jednak niedosyt smaku. Na szczęście cała kompozycja była zadowalająca; wyszła odrobinę zbyt rzadka, odrobinę za mało malinowa, ale dobra.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 139 kcal/100 g, 208,5 kcal/opak. 150 g
piątek, 22 kwietnia 2011
Naleśniki z truskawkami, Virtu
400 g, 2 porcje
Z góry zaznaczam, że nie lubię rzeczy z przemiętolonymi truskawkami. O naleśnikach Virtu już kiedyś pisałam, jedząc wersję brzoskwiniową.
Samo ciasto bardzo smaczne, nawet na zimno - przyjemnie puszyste (za sprawą jajek), nie twarde, smaczne. Natomiast nadzienie opierało się na czymś w rodzaju powideł/konfitury/marmolady truskawkowej, lepkiej, nie galaretkowatej jak dżem. Kawałki truskawek były naprawdę spore, nie było to puree, trafiały się całe sztuki - no niestety przemiętolone/rozgniecione. Nadzienie było słodziutkie, choć jakieś takie inne od dobrej jakości dżemu truskawkowego; było go też bardzo dużo, trudno było pokroić naleśnika bez spowodowania wypłynięcia truskawek :)
Naleśniki bardzo smaczne, no tylko że truskawkowe ;)
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 266 kcal/200 g=porcja
Zakupione : Real
Cena : 5,89 zł
Z góry zaznaczam, że nie lubię rzeczy z przemiętolonymi truskawkami. O naleśnikach Virtu już kiedyś pisałam, jedząc wersję brzoskwiniową.
Samo ciasto bardzo smaczne, nawet na zimno - przyjemnie puszyste (za sprawą jajek), nie twarde, smaczne. Natomiast nadzienie opierało się na czymś w rodzaju powideł/konfitury/marmolady truskawkowej, lepkiej, nie galaretkowatej jak dżem. Kawałki truskawek były naprawdę spore, nie było to puree, trafiały się całe sztuki - no niestety przemiętolone/rozgniecione. Nadzienie było słodziutkie, choć jakieś takie inne od dobrej jakości dżemu truskawkowego; było go też bardzo dużo, trudno było pokroić naleśnika bez spowodowania wypłynięcia truskawek :)
Naleśniki bardzo smaczne, no tylko że truskawkowe ;)
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 266 kcal/200 g=porcja
Zakupione : Real
Cena : 5,89 zł
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































