niedziela, 13 marca 2011
Płatki owsiane z mlekiem i brzoskwinią NesVita, Nestle
Saszetka 50 g. Białko 10,6%, węglowodany 68,3% (cukry 23,2), tłuszcz 7% (nasycony 2,2), błonnik 6%, sód 0,05%. Płatki owsiane 68%, cukier, mleko pełne w proszku 9,4%, suszona brzoskwinia 3%, aromaty, sól.
Jakie są różnice w porównaniu z poprzednimi smakami? Smak brzoskwiniowy jest słodki - zatem żadne paskudne wymiętolone porzeczki. Przy zalaniu mniejszą ilością wody nie ma wodnistej brei, najlepiej miseczkę przykryć czymś na czas "robienia się".
Przed spożyciem wymieszać - cukier musi się dobrze rozprowadzić, wtedy całość jest słodka.
No właśnie, może trochę za słodka, ale to ich specyfika. Swoją sernikowo-brzoskwiniową odmianą przyzwyczaili mnie do słodkości produktu. Być może jakbym dała zalecaną ilość wody płatki byłyby mniej słodkie, ale wtedy miałabym breję w miseczce, czego nie chciałam. Brzoskwinie oczywiście lekko wymoczkowate, ale zdecydowanie lepsze od ananasów. Wyłowiłam osobno kilka kawałków i nawet smakowały brzoskwinią, hehe, były w porządku. Nesvita ze słodkimi owocami naprawdę nie jest taka zła, jeśli ktoś lubi słodkie płatki owsiane z gęstym mlekiem z proszku ;) W spiżarce mam jeszcze kilka wariacji smakowych, do oceny w przyszłości.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 196 kcal/porcja
Serek homogenizowany o smaku waniliowo-szarlotkowym Seruś, Krasnystaw
Pewna przezroczystość opakowania od razu informuje, iż mus szarlotkowy jest na spodzie opakowania - aby nie otworzyć i się nie rozczarować czysto waniliowym serkiem :) Jakiś czas temu smakowałam waniliową wersję z pomarańczami i czekoladą. Teraz wersja szarlotkowa, gdyż byłam bardzo ciekawa czemu "szarlotkowy", a nie "jabłkowy" lub "pieczone jabłko".
Białko 5%, węglowodany 13%, tłuszcz 5%. Zatem białka normalnie, węglowodanów jak na deser mleczny zacukrzony - niedużo; dużo jednak tłuszczu, aż 5%, to sporo. I było to czuć w czasie jedzenia. Skład : ser twarogowy, cukier, skrobia mod. kukurydziana, aromaty, substancja zagęszczająca - pektyna, barwnik - beta-karoten; wsad jabłkowy o smaku szarlotki (jabłka w gotowym produkcie 5,6%, cukier, syrop g-f z pszenicy, skrobia mod. kukurydziana, aromaty, substancje zagęszczające - mączka chleba świętojańskiego i guma guar, regulatory kwasowości - kwas cytrynowy, winowy L (+), barwnik - karmel. Auła... Jak Danio - na serku twarogowym. Widać mocno zależało im na gęstości serka, toteż jest dużo skrobii, pektyny, mączka, guma. Szarlotka z powodu jabłek jest kwaskowa, więc aż dwa kwasy. Szkoda, naprawdę. Jednakże uprzedzę - był bardzo smaczny, jest to również serkowy deser mleczny, zatem jakoś mogę im to wybaczyć; na coś trzeba umrzeć ;)
Zapach serkowy, waniliowy, a po dotarciu do musu waniliowo-jabłkowy (ale pieczonego jabłka w cieście, nie świeżego i nie cynamonowego). Kolor serka - jak serki waniliowe, więc jasny, ale jednak z pewnością nie biały (co zapewnia dodatkowo barwnik - odrobina beta-karotenu). Po wymieszaniu barwa jakoś znacząco się nie zmieniła ;) Konsystencja - gęsty serek, dość kremowy. Mocno waniliowy, ale w smaczny sposób. Nigdy przy prawdziwej wanilii zapewne nie leżał, ale jego waniliowość była zdecydowanie bardziej intensywna (na smak i zapach) niżeli wanilio-podobnych jogurtów. Tu przypominam sobie serek Hommi z naturalną wanilią - gdyby był nieco mniej kwaskowy, byłby po prostu idealny :) Pod spodem natomiast znajdował się rzadszy żelo-mus szarlotkowy. Po zmieszaniu cały serek wciąż był gęsty, odrobinę mniej niż na początku. Miało to związek z małą ilością wsadu - jak na moje upodobania oczywiście. W wymieszanym serku widać było oczywiście kawałki owoców, ale całość mogła być "nieco bardziej", gdyż na moje oko jabłek było jednak za mało.
Największą ciekawostką jest smak wsadu, a w konsekwencji całego serka. Wiadomo jak smakuje mus z szarlotki - takie pieczone, słodkie jabłka. Jednak Krasnystaw oddał smak... całej szarlotki, razem z ciastem (spodem ciasta). Nie wiem jak oni to zrobili :) Zatem po zmieszaniu serka miałam wrażenie jedzenia lekko waniliowego jabłecznika (jabłka plus ciasto). Bardzo mi się to podobało.
W podsumowaniu plusy za : konsystencję, smak wszystkich części, nie-przesłodzenie. Minusy za skład - użyte dodatki oraz sporą zawartość tłuszczu.
Ocena : 5/6 (bo skład można im wybaczyć z powodu dobrego smaku)
Kaloryczność : 117 kcal/100 g, 175,5 kcal/opak. 150 g
Białko 5%, węglowodany 13%, tłuszcz 5%. Zatem białka normalnie, węglowodanów jak na deser mleczny zacukrzony - niedużo; dużo jednak tłuszczu, aż 5%, to sporo. I było to czuć w czasie jedzenia. Skład : ser twarogowy, cukier, skrobia mod. kukurydziana, aromaty, substancja zagęszczająca - pektyna, barwnik - beta-karoten; wsad jabłkowy o smaku szarlotki (jabłka w gotowym produkcie 5,6%, cukier, syrop g-f z pszenicy, skrobia mod. kukurydziana, aromaty, substancje zagęszczające - mączka chleba świętojańskiego i guma guar, regulatory kwasowości - kwas cytrynowy, winowy L (+), barwnik - karmel. Auła... Jak Danio - na serku twarogowym. Widać mocno zależało im na gęstości serka, toteż jest dużo skrobii, pektyny, mączka, guma. Szarlotka z powodu jabłek jest kwaskowa, więc aż dwa kwasy. Szkoda, naprawdę. Jednakże uprzedzę - był bardzo smaczny, jest to również serkowy deser mleczny, zatem jakoś mogę im to wybaczyć; na coś trzeba umrzeć ;)
Zapach serkowy, waniliowy, a po dotarciu do musu waniliowo-jabłkowy (ale pieczonego jabłka w cieście, nie świeżego i nie cynamonowego). Kolor serka - jak serki waniliowe, więc jasny, ale jednak z pewnością nie biały (co zapewnia dodatkowo barwnik - odrobina beta-karotenu). Po wymieszaniu barwa jakoś znacząco się nie zmieniła ;) Konsystencja - gęsty serek, dość kremowy. Mocno waniliowy, ale w smaczny sposób. Nigdy przy prawdziwej wanilii zapewne nie leżał, ale jego waniliowość była zdecydowanie bardziej intensywna (na smak i zapach) niżeli wanilio-podobnych jogurtów. Tu przypominam sobie serek Hommi z naturalną wanilią - gdyby był nieco mniej kwaskowy, byłby po prostu idealny :) Pod spodem natomiast znajdował się rzadszy żelo-mus szarlotkowy. Po zmieszaniu cały serek wciąż był gęsty, odrobinę mniej niż na początku. Miało to związek z małą ilością wsadu - jak na moje upodobania oczywiście. W wymieszanym serku widać było oczywiście kawałki owoców, ale całość mogła być "nieco bardziej", gdyż na moje oko jabłek było jednak za mało.
Największą ciekawostką jest smak wsadu, a w konsekwencji całego serka. Wiadomo jak smakuje mus z szarlotki - takie pieczone, słodkie jabłka. Jednak Krasnystaw oddał smak... całej szarlotki, razem z ciastem (spodem ciasta). Nie wiem jak oni to zrobili :) Zatem po zmieszaniu serka miałam wrażenie jedzenia lekko waniliowego jabłecznika (jabłka plus ciasto). Bardzo mi się to podobało.
W podsumowaniu plusy za : konsystencję, smak wszystkich części, nie-przesłodzenie. Minusy za skład - użyte dodatki oraz sporą zawartość tłuszczu.
Ocena : 5/6 (bo skład można im wybaczyć z powodu dobrego smaku)
Kaloryczność : 117 kcal/100 g, 175,5 kcal/opak. 150 g
Maślanka żeglarska stracciatella, FruitJumbo, Lidl
Jadałam maślanki owocowe, przyszła pora na czekoladową :) Producenci, w mojej opinii, robią duży błąd pakując maślanki w większości tylko do wielkich kartonów. Jedna osoba na raz przecież litra maślanki nie wypije; przydałyby się porcje 400-500 g, a wśród takich wybór smaków jest nieciekawy - nigdy nie widziałam pieczonego jabłka czy stracciatelli właśnie.
Producent zaleca wstrząsnąć opakowaniem przed otwarciem - zrobiłam to bardzo dokładnie, mimo to górna część i tak była o połowę rzadsza od dolnej. Białko 3,4%, węglowodany 11,7 %, tłuszcz 1,5%. Inne wersje smakowe : pieczone jabłko, truskawka, brzoskwinia. Skład : maślanka, mleko pasteryzowane, cukier, syrop g-f z pszenicy, mleko w proszku, kawałki czekolady (0,72%), żelatyna wieprzowa, stabilizatory : skrobia mod. i guma guar, aromaty, kultury bakterii kwasu mlekowego. Cóż... dużo cukrów (przez cukier i syrop), mleczność nadana przez mleko i mleko w proszku; obecność żelatyny, skrobii i gumy dla zagęszczenia - naprawdę szkoda, że musieli to dodawać, ale inaczej chyba by im nie wyszło to, co zamierzali.
Na oko - rzadki jogurt naturalny stracciatella - z kawałkami czekolady. Kawałków tyle, ile normalnie bywa w stracciatelli, drobnego formatu (z pewnością nie duże wiórki). Zapach - mleczny z delikatną wonią czekolady, zapach słodki. Konsystencja po przelaniu - pierwsza miseczka jak gęsty kefir, druga jak dobry jogurt pitny, trzecia jak rzadki jogurt. Bez rozwarstwień, jednolita, kremowa; nie świeciła się - nie była tłusta. Smak - jak gęsty napój lub rzadki jogurt naturalny (ale słodzony) z kawałkami czekolady. Tak właśnie bym to opisała - rzadki jogurt stracciatella. Słodkie, ale nie mdłe. Brak posmaku z naturalnej maślanki - zamiast tego lekka słodycz i kawałeczki czekolady. Czekolada swobodnie do wyczucia w trakcie jedzenia (jakby zamknąć oczy), mimo małych drobinek; nie rozpusciła się. Dobre. Naprawdę dobre! :)
Sposób zapakowania mógłby być inny. Dali co prawda dziubek do picia (to plus), ale takie opakowanie samo w sobie uniemożliwia dobre wymieszanie przed (lub nawet w trakcie) spożyciem, nie mówiąc już o wypiciu dokładnie całej maślanki - zawsze zostaje na dnie opakowania (a szkoda, bo dobre i żal marnować).
Ocena : 4,5/6 (przez duży format 1 litra, nie-najlepsze-z-możliwych opakowanie, "zbędne dodatki" i dużo węgli)
Kaloryczność : 74 kcal/100 g; opakowanie ma zatem 740 kcal
Producent zaleca wstrząsnąć opakowaniem przed otwarciem - zrobiłam to bardzo dokładnie, mimo to górna część i tak była o połowę rzadsza od dolnej. Białko 3,4%, węglowodany 11,7 %, tłuszcz 1,5%. Inne wersje smakowe : pieczone jabłko, truskawka, brzoskwinia. Skład : maślanka, mleko pasteryzowane, cukier, syrop g-f z pszenicy, mleko w proszku, kawałki czekolady (0,72%), żelatyna wieprzowa, stabilizatory : skrobia mod. i guma guar, aromaty, kultury bakterii kwasu mlekowego. Cóż... dużo cukrów (przez cukier i syrop), mleczność nadana przez mleko i mleko w proszku; obecność żelatyny, skrobii i gumy dla zagęszczenia - naprawdę szkoda, że musieli to dodawać, ale inaczej chyba by im nie wyszło to, co zamierzali.
Na oko - rzadki jogurt naturalny stracciatella - z kawałkami czekolady. Kawałków tyle, ile normalnie bywa w stracciatelli, drobnego formatu (z pewnością nie duże wiórki). Zapach - mleczny z delikatną wonią czekolady, zapach słodki. Konsystencja po przelaniu - pierwsza miseczka jak gęsty kefir, druga jak dobry jogurt pitny, trzecia jak rzadki jogurt. Bez rozwarstwień, jednolita, kremowa; nie świeciła się - nie była tłusta. Smak - jak gęsty napój lub rzadki jogurt naturalny (ale słodzony) z kawałkami czekolady. Tak właśnie bym to opisała - rzadki jogurt stracciatella. Słodkie, ale nie mdłe. Brak posmaku z naturalnej maślanki - zamiast tego lekka słodycz i kawałeczki czekolady. Czekolada swobodnie do wyczucia w trakcie jedzenia (jakby zamknąć oczy), mimo małych drobinek; nie rozpusciła się. Dobre. Naprawdę dobre! :)
Sposób zapakowania mógłby być inny. Dali co prawda dziubek do picia (to plus), ale takie opakowanie samo w sobie uniemożliwia dobre wymieszanie przed (lub nawet w trakcie) spożyciem, nie mówiąc już o wypiciu dokładnie całej maślanki - zawsze zostaje na dnie opakowania (a szkoda, bo dobre i żal marnować).
Ocena : 4,5/6 (przez duży format 1 litra, nie-najlepsze-z-możliwych opakowanie, "zbędne dodatki" i dużo węgli)
Kaloryczność : 74 kcal/100 g; opakowanie ma zatem 740 kcal
Ryż na mleku Belriso pieczone jabłko, Zott
Moje pierwsze spotkanie z gotowym ryżem na mleku jedzonym na zimno. Wcześniej jadałam domową wersję - starte jabłka podsmażone z cukrem i cynamonem na patelni (dosłownie chwilę); ugotowany ryż; zapieczone w piekarniku ryż-jabłka-kefir-ryż-jabłka-kefir. Dobre, mocno ryżowe, da się kontrolować wodnistość. Teraz jednak skusiłam się na gotowca. Aby zbyt mocno się nie zdziwić, heh, na pierwszy ogień poszedł klasyczny smak - pieczone jabłko.
"Deser mleczny z ryżem i wsadem pieczone jabłko 15%". Mhm... Mleko, wsad pieczone jabłko (jabłka, cukier, syrop g-f, rodzynki, skrobia mod., cynamon, aromat), ryż 8%, śmietanka 7%, cukier, odtłuszczone mleko w proszku, jaja w proszku, skrobia mod., zagęstniki : mączka chleba świętojańskiego i karagen, sól, aromat. Łomatko... Białko 3%, węglowodany 21,8%, tłuszcz 3,5%. Jeszcze większe "łomatko".
Rozumiem, że to deser... rozumiem, że wkładka musi być słodka, ale kurcze! prawie 22% węglowodanów? cukier, syrop, cukier, jajka w proszku, skrobia, skrobia, mączka, karagen (coś jak żelatyna)? Bałam się otworzyć opakowanie...
Po uchyleniu wieczka natknęłam się na coś niespodziewanego - kubeczek był wypchany ryżem po same brzegi, nie jak przy niektórych jogurtach. Tu sobie zrobili plusa na "dzień-dobry". Zanużyłam łyżeczkę... gęste śmietankowe coś z podłużnymi ziarnami ryżu, białe. A-ha! Czyli wsad owocowy jest ukryty, hehe - rzeczywiście, ukryli go na dnie kubeczka, ale aby porządnie ryż wymieszać musiałam odjeść trochę z góry, bo miałabym zapaćkany stół. Wsad przypominał klasyczne wkłady tego typu - jabłka z cynamonem zawieszone w cukrowym, słodkim syropku. Ponoć były tam też rodzynki... Może to te nieco ciemniejsze fragmenciki z wsadu ;) Konsystencja całości : jak na kupne danie mleczne - gęsta; w porównaniu z moim domowym ryżem - bardziej pływająca. Zapach dość neutralny : mleko/śmietanka i ryż w zasadzie nie pachną, aromatu dodawał wsad - delikatne słodkie jabłuszka z cynamonem. Jednak realny kontakt z ryżem złapałam, gdy posmakowałam : połączyła się konsystencja i smak. Na smak (wtedy przed wymieszaniem) było to bardzo gęste śmietanowe, słodkawe mleko (mocno mleczna śmietanka, taka mniej tłusta przez to, że głównie z mleka; gęsta śmietanka mleczno-jogurtowa; ciężko opisać) z dużą ilością ugotowanego ryżu. Mleko/śmietanka nie było galaretowate, ale idealnie kremowe też nie. Nie powiedziałabym, że ryż był rozgotowany (moja mama potrafiła na obiad do kurczaka bardziej rozgotować ryż niż Zott, hihi), zdawał się "chrupać" pod naporem zębów (na ile biały ryż w śmietance może chrupać). Po wymieszaniu ze wsadem całość zaczęła się jeszcze bardziej błyszczeć (to nie była wersja dietetyczna), chyba od syropu z jabłek. Ryż zrobił się wtedy bardzo słodki. Być może jakbym od razu dobrze wymieszała (tylko nie wiem gdzie? chyba w oddzielnej miseczce), to byłby mniej, ale cóż. Aromat pieczonego jabłka nie był zbyt silny, nie dominował, cynamonu była dosłownie odrobina - ja zdecydowanie mocniej doprawiam domowy ryż; po kwaskowatości jabłek - ani śladu. Jedząc zaczęłam się obawiać o swój poziom cukru, hehe, ale raz na jakiś czas można zjeść coś tak zasłodzonego ;)
Ogólnie niepodobne do mojego domowego ryżu, słodkie, ale nie takie złe. To również trzeba lubić.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 131 kcal/100 g, opakowanie 235,8 kcal/180 g
"Deser mleczny z ryżem i wsadem pieczone jabłko 15%". Mhm... Mleko, wsad pieczone jabłko (jabłka, cukier, syrop g-f, rodzynki, skrobia mod., cynamon, aromat), ryż 8%, śmietanka 7%, cukier, odtłuszczone mleko w proszku, jaja w proszku, skrobia mod., zagęstniki : mączka chleba świętojańskiego i karagen, sól, aromat. Łomatko... Białko 3%, węglowodany 21,8%, tłuszcz 3,5%. Jeszcze większe "łomatko".
Rozumiem, że to deser... rozumiem, że wkładka musi być słodka, ale kurcze! prawie 22% węglowodanów? cukier, syrop, cukier, jajka w proszku, skrobia, skrobia, mączka, karagen (coś jak żelatyna)? Bałam się otworzyć opakowanie...
Po uchyleniu wieczka natknęłam się na coś niespodziewanego - kubeczek był wypchany ryżem po same brzegi, nie jak przy niektórych jogurtach. Tu sobie zrobili plusa na "dzień-dobry". Zanużyłam łyżeczkę... gęste śmietankowe coś z podłużnymi ziarnami ryżu, białe. A-ha! Czyli wsad owocowy jest ukryty, hehe - rzeczywiście, ukryli go na dnie kubeczka, ale aby porządnie ryż wymieszać musiałam odjeść trochę z góry, bo miałabym zapaćkany stół. Wsad przypominał klasyczne wkłady tego typu - jabłka z cynamonem zawieszone w cukrowym, słodkim syropku. Ponoć były tam też rodzynki... Może to te nieco ciemniejsze fragmenciki z wsadu ;) Konsystencja całości : jak na kupne danie mleczne - gęsta; w porównaniu z moim domowym ryżem - bardziej pływająca. Zapach dość neutralny : mleko/śmietanka i ryż w zasadzie nie pachną, aromatu dodawał wsad - delikatne słodkie jabłuszka z cynamonem. Jednak realny kontakt z ryżem złapałam, gdy posmakowałam : połączyła się konsystencja i smak. Na smak (wtedy przed wymieszaniem) było to bardzo gęste śmietanowe, słodkawe mleko (mocno mleczna śmietanka, taka mniej tłusta przez to, że głównie z mleka; gęsta śmietanka mleczno-jogurtowa; ciężko opisać) z dużą ilością ugotowanego ryżu. Mleko/śmietanka nie było galaretowate, ale idealnie kremowe też nie. Nie powiedziałabym, że ryż był rozgotowany (moja mama potrafiła na obiad do kurczaka bardziej rozgotować ryż niż Zott, hihi), zdawał się "chrupać" pod naporem zębów (na ile biały ryż w śmietance może chrupać). Po wymieszaniu ze wsadem całość zaczęła się jeszcze bardziej błyszczeć (to nie była wersja dietetyczna), chyba od syropu z jabłek. Ryż zrobił się wtedy bardzo słodki. Być może jakbym od razu dobrze wymieszała (tylko nie wiem gdzie? chyba w oddzielnej miseczce), to byłby mniej, ale cóż. Aromat pieczonego jabłka nie był zbyt silny, nie dominował, cynamonu była dosłownie odrobina - ja zdecydowanie mocniej doprawiam domowy ryż; po kwaskowatości jabłek - ani śladu. Jedząc zaczęłam się obawiać o swój poziom cukru, hehe, ale raz na jakiś czas można zjeść coś tak zasłodzonego ;)
Ogólnie niepodobne do mojego domowego ryżu, słodkie, ale nie takie złe. To również trzeba lubić.
Ocena : 4,5/6
Kaloryczność : 131 kcal/100 g, opakowanie 235,8 kcal/180 g
niedziela, 6 marca 2011
Wesołego tłustego czwartku - z opóźnieniem :)
Od razu mówię, że faworków nie lubię :> Za to niektóre pączki - i owszem.
Z toffi. Trochę oberwał przy transporcie ;)
Donut - pierwszy raz takiego próbowałam. Ciasto smakowało jak mięciutka, lekko maślano-śmietankowa bułka, za to polewa była twarda i cudnie się kruszyła.
Niestety z pudrem na wierzchu... aaallleee...
... ale za to z budyniem. Budyń to najlepsze nadzienie z najlepszych możliwych. Ten może nie był idealny, ale i tak smaczny.
Teraz nadchodzą ciemne czasy Wielkiego Postu :D
Z toffi. Trochę oberwał przy transporcie ;)
Donut - pierwszy raz takiego próbowałam. Ciasto smakowało jak mięciutka, lekko maślano-śmietankowa bułka, za to polewa była twarda i cudnie się kruszyła.
Niestety z pudrem na wierzchu... aaallleee...
... ale za to z budyniem. Budyń to najlepsze nadzienie z najlepszych możliwych. Ten może nie był idealny, ale i tak smaczny.
Teraz nadchodzą ciemne czasy Wielkiego Postu :D
Serek homogenizowany jeżyna-głóg Menu B, Mlekovita
Linia produktów dostępna od nowego roku. Zaczęłam od ich jogurtu pitnego truskawkowego - naprawdę nic specjalnego - nie dość, że pitny, więc rzadki, to jeszcze truskawkowy (nie przepadam). Bardziej smakował mi już kefir z biedronki just fit owoce leśne. Linia jest generalnie beztłuszczowa, choć cukru pakować się nie boją ;)
Białko 5,6%, węglodowany 14,6% (cukry 14), tłuszcz 0,1% (nasycony 0,06), błonnik 0,12%, sód 0,07%. Gramatura opakowania 135 g, czyli 5 mniej od smakowego Danio. Skład : mleko pasteryzowane, wsad jeżyna-głóg (cukier, jeżyna 3,6%, syrop g-f, skrobia mod. kukurydziana e1422, standaryzacja barwy - sok z czarnej marchwii, aromat, ekstrakt głogu 0,012%), kultury bakterii, kultury probiotyczne, podpuszczka mikrobiologiczna. I tu widać różnicę - Danio jest na odtłuszczonym twarogu i śmietance, a to na mleku - ok, twaróg i śmietankę robi się z mleka, ale to jednak chyba robi jakąś różnicę. Białka klasycznie jak na serek, węgle - jak w docukrzonym produkcie, prawie zerowa zawartość tłuszczu - hura. Jednak skład wsadu owocowego nieco martwi - jeżyny 3,6%, a głóg tylko jako ekstrakt w mini ilości. Ponadto cukier oraz syrop, znowu ta skrobia. Podpuszczka? hm, tak się robi przecież sery żółte :>
Zapach zatem jeżynowy, ale do świeżych owoców niebardzo podobny. Kolor - mocno zabarwiony. Rozumiem, że sama jeżyna i wyciąg z głogu nie umiały zapewnić odpowiedniej (najbardziej korzającej się) barwy, sięgnęli więc po czarną marchew... Przynajmniej to nie koszenila ani coś sztucznego; mógł mi się też trafić burak albo aronia. Konsystencja - jak bywa w serkach homogenizowanych na wierzchu zebrało się nieco wody, zatem na górze serek był nieco zbyt wodnisty, ale po odjedzeniu wierzchniej warstwy wszystko wróciło do normy - serek był porządnie gęsty. Nie zauważyłam galaretowatości (nic pod żelatynę, nie dałoby się zjeść np. prawej części opakowania, by lewa część nie "przepłynęła" bardzo powoli w puste miejsce). Serek lekko się świecił - co nie było winą tłuszczu, a więc zapewne to przez cukier i syrop. Nie dane mi było uraczyć nawet kawałeczka owoca, jak w Danio, wszystko było przemielone, zmieszane, jednolite, kolor, konsystencja. Smakowało dobrze, jak smakowy (więc docukrzany) serek owocowy, w tym przypadku jeżynowy "z czymś". Jakby mi nie powiedzieli, że to też głóg, to bym się nie domyśliła; pewnie po prostu stwierdzilabym, że jeżyna. Mocno słodki nie był, zbyt mocno owocowy też nie - więc jakoś to wyważyli. Może wielbiciel owoców lasu bardziej by go docenił. Na uwagę zasługuje dodanie kultur probiotycznych, alternatywa dla Activii, hehe, zobaczymy czy serio mi coś wyreguluje ;)
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 81 kcal/100 g, opakowanie 110 kcal/135 g
Białko 5,6%, węglodowany 14,6% (cukry 14), tłuszcz 0,1% (nasycony 0,06), błonnik 0,12%, sód 0,07%. Gramatura opakowania 135 g, czyli 5 mniej od smakowego Danio. Skład : mleko pasteryzowane, wsad jeżyna-głóg (cukier, jeżyna 3,6%, syrop g-f, skrobia mod. kukurydziana e1422, standaryzacja barwy - sok z czarnej marchwii, aromat, ekstrakt głogu 0,012%), kultury bakterii, kultury probiotyczne, podpuszczka mikrobiologiczna. I tu widać różnicę - Danio jest na odtłuszczonym twarogu i śmietance, a to na mleku - ok, twaróg i śmietankę robi się z mleka, ale to jednak chyba robi jakąś różnicę. Białka klasycznie jak na serek, węgle - jak w docukrzonym produkcie, prawie zerowa zawartość tłuszczu - hura. Jednak skład wsadu owocowego nieco martwi - jeżyny 3,6%, a głóg tylko jako ekstrakt w mini ilości. Ponadto cukier oraz syrop, znowu ta skrobia. Podpuszczka? hm, tak się robi przecież sery żółte :>
Zapach zatem jeżynowy, ale do świeżych owoców niebardzo podobny. Kolor - mocno zabarwiony. Rozumiem, że sama jeżyna i wyciąg z głogu nie umiały zapewnić odpowiedniej (najbardziej korzającej się) barwy, sięgnęli więc po czarną marchew... Przynajmniej to nie koszenila ani coś sztucznego; mógł mi się też trafić burak albo aronia. Konsystencja - jak bywa w serkach homogenizowanych na wierzchu zebrało się nieco wody, zatem na górze serek był nieco zbyt wodnisty, ale po odjedzeniu wierzchniej warstwy wszystko wróciło do normy - serek był porządnie gęsty. Nie zauważyłam galaretowatości (nic pod żelatynę, nie dałoby się zjeść np. prawej części opakowania, by lewa część nie "przepłynęła" bardzo powoli w puste miejsce). Serek lekko się świecił - co nie było winą tłuszczu, a więc zapewne to przez cukier i syrop. Nie dane mi było uraczyć nawet kawałeczka owoca, jak w Danio, wszystko było przemielone, zmieszane, jednolite, kolor, konsystencja. Smakowało dobrze, jak smakowy (więc docukrzany) serek owocowy, w tym przypadku jeżynowy "z czymś". Jakby mi nie powiedzieli, że to też głóg, to bym się nie domyśliła; pewnie po prostu stwierdzilabym, że jeżyna. Mocno słodki nie był, zbyt mocno owocowy też nie - więc jakoś to wyważyli. Może wielbiciel owoców lasu bardziej by go docenił. Na uwagę zasługuje dodanie kultur probiotycznych, alternatywa dla Activii, hehe, zobaczymy czy serio mi coś wyreguluje ;)
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 81 kcal/100 g, opakowanie 110 kcal/135 g
Jogurt o smaku waniliowym Joguś, Krasnystaw
To, iż jest "o smaku", a nie "waniliowy" już sporo o nim mówi, ale wanilia jest droga, rozumiem, jej smak można przecież zastępować aromatem... Sięgnęłam po ten jogurt, bo chciałam go zestawić z Serduszkiem.
Białko 2,3%, węglowodany 13,5%, tłuszcz 2,5%. Czyli mało białka, węgli klasycznie, tłuszcz w porządku. Mleko pasteryzowane, cukier, skrobia mod. kukurydziana, substancja zagęszczająca pektyna, białka mleka, aromaty, barwnik beta-karoten, żywe kultury bakterii. Za taką cenę nie ma niestety ideału, zagęszczają jogurt skrobią, pektyną, trudno się mówi; cieszy mnie niedodanie żelatyny.
Zapach - miło waniliowy. Kolor - nieprzesadnie dobarwiony beta-karotenem, co mi się spodobało; wolę gdy jogurt waniliowy jest bardzo jasny niżeli jakiś marchewkowy... Konsystencja w miarę gęsta, nic nie pływało, nie było galaretowate. Do ideału kremowości oczywiście brakowało, ale zdecydowanie nie było pod tym względem źle. Smak - niekwaśny, nie za słodki, waniliowy właśnie (na smak jak serki Danio). Smaczny, zjadłam z radością. Przypasowałam go sobie do musli tropikalnego, ale to już kwestia własnego smaku.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 86 kcal/100 g, opakowanie 129 kcal/150 g
Białko 2,3%, węglowodany 13,5%, tłuszcz 2,5%. Czyli mało białka, węgli klasycznie, tłuszcz w porządku. Mleko pasteryzowane, cukier, skrobia mod. kukurydziana, substancja zagęszczająca pektyna, białka mleka, aromaty, barwnik beta-karoten, żywe kultury bakterii. Za taką cenę nie ma niestety ideału, zagęszczają jogurt skrobią, pektyną, trudno się mówi; cieszy mnie niedodanie żelatyny.
Zapach - miło waniliowy. Kolor - nieprzesadnie dobarwiony beta-karotenem, co mi się spodobało; wolę gdy jogurt waniliowy jest bardzo jasny niżeli jakiś marchewkowy... Konsystencja w miarę gęsta, nic nie pływało, nie było galaretowate. Do ideału kremowości oczywiście brakowało, ale zdecydowanie nie było pod tym względem źle. Smak - niekwaśny, nie za słodki, waniliowy właśnie (na smak jak serki Danio). Smaczny, zjadłam z radością. Przypasowałam go sobie do musli tropikalnego, ale to już kwestia własnego smaku.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 86 kcal/100 g, opakowanie 129 kcal/150 g
Maślanka acidofilna truskawkowo-jabłkowa, Maluta (Farmer)
Mleko, wsad owocowy 15%, na który składa się cukier..., 35% owoców (bez podania ile czego), syrop glukozowo-fruktozowy, substancja zagęszczająca - skrobia mod., pektyna i guma ksantanowa; barwi ukochany robal - koszenila; jest też aromat, regulator kwasowości, odtłuszczone mleko w proszku, no i żywe kultury bakterii. Deklarowane 5,2% owoców. 2,8 g białka (bez zachwytu), 9,3% węglowodanów (na coś rzadszego od jogurtu może być) i 1,2 g tłuszczu (jak najbardziej ok).
Już kilka razy ją jadłam. Jak mam do wyboru - zjeść owocową maślankę czy być cały dzień głodna na uczelni, to już wolę maślankę ;) Nie wiem czemu jest "acidofilna", maślanka jak maślanka, mocno rzadki jogurt i tyle.
W 400 g produktu nie doświadczy się dużych kawałków owoców, wyłowiłam jednak kilka kawałków truskawek, fakt, jednak jabłek brak - owoce rozdrobnione. Zapach ładny, owocowy. Konsystencja dość rzadka, to już pisałam; bywają gęstsze maślanki (warlubska truskawkowa chociażby). Smak taki jak napisane - czuć truskawki i coś jakby jabłkowego. Co się jednak nasuwa po spróbowaniu : za słodka. Rozumiem, że konsumenci nie chcą czuć kwaskowatości, skoro kupują produkt owocowy, jednak tu odrobinę przesadzili. Zdecydowanie mogli odpuścić dodanie 10% cukru i też byłoby dobrze. Przez takie zasłodzenie człowiek ma ochotę na zjedzenie czegoś jeszcze, czemu kubek maślanki miał właśnie zapobiec ;)
Ogólnie nie taka zła, bo właśnie na smak mocno owocowa; ciut za słodka, mogłaby być odrobinkę gęstsza. Drugie śniadanie zaliczone ;)
Ocena : 4/6
Kaloryczność : 59 kcal/100 g = 236 kcal/opak
Musli crunchy tropikalne Vitelle, Goody, Lidl
Będąc w Lidlu dosłownie rzuciłam się na większość smaków musli - zarówno crunchy, jak i zwyczajne typu 4-pory roku od Lubelli. Nie było drogie, należało spróbować.
Białko 8%, węglowodany 67,5% (cukry 33,4), tłuszcz 12,5% (nasycone 1,1%), błonnik 6,9%, sód 0,2%. Skład to musli crunchy 78,6% : płatki owsiane 55%, cukier, olej palmowy, płatki pszenne, ekstrudat ryżowy (...), wiórki kokosowe, syrop g-f, aromat; rodzynki 8,5%, chipsy bananowe łamane 4,3%, kandyzowany ananas w kostce 4,3%, kandyzowana papaja w kostce 4,3%. Może zawierać orzechy, soję, mleko.
Zapach normalny. A realny skład i smak? Może zacznę od dodatków. Odpowiednia ilość (zapewne taka, jak zadeklarowana) rodzynek. Chipsa bananowego znalazłam dużego tylko jednego, ale może coś przeoczyłam (skoro miały być łamane). Natomiast kandyzowane owoce - było ich naprawdę mało, ale były naprawdę duże, co jakoś rekompensowało małą ilość. I co ciekawe - były całkiem smaczne, nie jak aromatyzowany cukier, lecz po prostu zacukrzone owoce. Samo musli było konkretne, osobliwie mokrawe, było co mielić w ustach. W saszetce odnalazłam zarówno małe, pokruszone fragmenciki zlepków płatków, jak i całkiem duże zlepki, których było nawet sporo, zatem tu produkt był zgodny z opisem "crunchy". Smaczne. Nie zasłodzone - owoce dodawały słodyczy; nie przetłuszczone (jako wrażenie). Polecam jako alternatywę dla Fitelli.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 428 kcal/100 g, opakowanie 214 kcal/50 g
Białko 8%, węglowodany 67,5% (cukry 33,4), tłuszcz 12,5% (nasycone 1,1%), błonnik 6,9%, sód 0,2%. Skład to musli crunchy 78,6% : płatki owsiane 55%, cukier, olej palmowy, płatki pszenne, ekstrudat ryżowy (...), wiórki kokosowe, syrop g-f, aromat; rodzynki 8,5%, chipsy bananowe łamane 4,3%, kandyzowany ananas w kostce 4,3%, kandyzowana papaja w kostce 4,3%. Może zawierać orzechy, soję, mleko.
Zapach normalny. A realny skład i smak? Może zacznę od dodatków. Odpowiednia ilość (zapewne taka, jak zadeklarowana) rodzynek. Chipsa bananowego znalazłam dużego tylko jednego, ale może coś przeoczyłam (skoro miały być łamane). Natomiast kandyzowane owoce - było ich naprawdę mało, ale były naprawdę duże, co jakoś rekompensowało małą ilość. I co ciekawe - były całkiem smaczne, nie jak aromatyzowany cukier, lecz po prostu zacukrzone owoce. Samo musli było konkretne, osobliwie mokrawe, było co mielić w ustach. W saszetce odnalazłam zarówno małe, pokruszone fragmenciki zlepków płatków, jak i całkiem duże zlepki, których było nawet sporo, zatem tu produkt był zgodny z opisem "crunchy". Smaczne. Nie zasłodzone - owoce dodawały słodyczy; nie przetłuszczone (jako wrażenie). Polecam jako alternatywę dla Fitelli.
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 428 kcal/100 g, opakowanie 214 kcal/50 g
Jogurt z winogronami, figami, daktylami i ziarnami, diat, Milbona, Lidl
Jogurt - zacznę od początku. Na wieczku nienapisany smak, tylko fotka owoców i ziaren. Diat, heh. Jednak opis na kubeczku jest niesamowity. Najpierw nadziewamy się na tabelę kaloryczności : 58 kcal, białko 4,9 g, węglowodany 8,5 g, tłuszcz 0,3 g. 250 g. Zawiera 1,7 porcji produktu. Interesujące :) Niska kaloryczność (a przecież ma ziarna!, daktyle i figi też nie są raczej dietetyczne), dużo białka, porządnie ścięty cukier i malutko tłuszczu. Co prawda napis na pudełku "0,1% fett" nie jest prawdziwy, skoro jest to 0,3%, ale mogę im to wybaczyć, hehe. Natomiast opis produktu jest porażający. "Słodzony substancją słodzącą Splenda wytworzoną na bazie cukru, która smakuje jak cukier. Dietetyczny jogurt owocowy z odtłuszczonego mleka zawiera 3% pełnego ziarna i 6,5% owoców. Dietetyczny środek spożywczy - zawiera cukry i substancję słodzącą. Zalecany jako składnik diety dla diabetyków. W 100 g jogurtu 9 g cukru zastąpiono substancją słodzącą. Składniki : jogurt z odtłuszczonego mleka, daktyle, figi, winogrona, fruktoza, pszenica, żyto, oligofruktoza, insulina, jęczmień, owies, siemię lniane, otręby pszenne, aromat, syrop cukru karmelizowanego, substancja słodząca sucralose." Komentarz : Splenda to producent (Milbona do niego należy), fruktoza jest naturalna, oligofruktoza chyba też? insulina to błonnik, aromat niewiadomo jaki, syrop cukru - tu się można czepiać, sukraloza - normalna substancja słodząca, jak fruktoza, nie żaden słodzik. Czyli prawie wszystko naturell :)
Po otwarciu - hura, w końcu brak sztucznych kolorów, winogrona, daktyle i figi nie nadawały jogurtowi prawie żadnej barwy (chociaż biały to on nie był). Na pierwszy rzut oka - dużo ziaren; owoców natomiast widać nie było wcale, ale to wina ogólnej mieszanki z ziarnami, trudno było odróżnić na oko co jest czym (potem jednak odnalazłam różne ziarna i różne owoce). Zapach - zdrowy, śmietankowy jogurt z ww. owocami i lekką wonią ziaren. Konsystencja - z początku dość rzadki, ale była to wina niewymieszania; po rozmieszaniu był już całkiem normalny. Smak - taki jak miał być. W każdej łyżeczce miałam ziarna, nie dało się ich ominąć, było ich naprawdę sporo; nieco rozmiękczone i tak przyjemnie pękały pod naporem zębów (odróżniając się tym od owoców, które były od nich bardziej miękkie). Nie był przesłodzony, ale nie wyczułam żadnej kwaskowatości - wyważona słodkość to zaleta fig i daktyli (to słodkie owoce) oraz wymienionych substancji słodzących. Przyjemnie kremowy. Nie ma w sobie żelatyny, dodanej wody, skrobii modyfikowanych, więc taki efekt uzyskali w naturalny sposób. A i cena niewysoka jak za średniej wielkości jogurt (1,40? nie pamiętam dokładnie).
Takie ziarna jednak trzeba lubić. Jako dziecko nienawidziłam jogurtów z wszelkimi ziarnami, dodatkiem musli. Dziś inaczej na to patrzę. Ziarenka dobre są, zdrowe, heh.
Jednym kubeczkiem można się nawet najeść - po prostu normalny jogurt 250 g, coś więcej niż mały 150 (jak dla dzieci ;) ), a jednak mniej niż wielkie 400 g bydle (dla mnie za duże).
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 58 kcal/100 g, czyli 145 kcal/opak 250 g
Po otwarciu - hura, w końcu brak sztucznych kolorów, winogrona, daktyle i figi nie nadawały jogurtowi prawie żadnej barwy (chociaż biały to on nie był). Na pierwszy rzut oka - dużo ziaren; owoców natomiast widać nie było wcale, ale to wina ogólnej mieszanki z ziarnami, trudno było odróżnić na oko co jest czym (potem jednak odnalazłam różne ziarna i różne owoce). Zapach - zdrowy, śmietankowy jogurt z ww. owocami i lekką wonią ziaren. Konsystencja - z początku dość rzadki, ale była to wina niewymieszania; po rozmieszaniu był już całkiem normalny. Smak - taki jak miał być. W każdej łyżeczce miałam ziarna, nie dało się ich ominąć, było ich naprawdę sporo; nieco rozmiękczone i tak przyjemnie pękały pod naporem zębów (odróżniając się tym od owoców, które były od nich bardziej miękkie). Nie był przesłodzony, ale nie wyczułam żadnej kwaskowatości - wyważona słodkość to zaleta fig i daktyli (to słodkie owoce) oraz wymienionych substancji słodzących. Przyjemnie kremowy. Nie ma w sobie żelatyny, dodanej wody, skrobii modyfikowanych, więc taki efekt uzyskali w naturalny sposób. A i cena niewysoka jak za średniej wielkości jogurt (1,40? nie pamiętam dokładnie).
Takie ziarna jednak trzeba lubić. Jako dziecko nienawidziłam jogurtów z wszelkimi ziarnami, dodatkiem musli. Dziś inaczej na to patrzę. Ziarenka dobre są, zdrowe, heh.
Jednym kubeczkiem można się nawet najeść - po prostu normalny jogurt 250 g, coś więcej niż mały 150 (jak dla dzieci ;) ), a jednak mniej niż wielkie 400 g bydle (dla mnie za duże).
Ocena : 5/6
Kaloryczność : 58 kcal/100 g, czyli 145 kcal/opak 250 g
Subskrybuj:
Posty (Atom)





































